piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 22

                     22. Spełnienie 

HARRY:
  - Pragnę… – rzekła Cher, uśmiechając się do mnie bardzo uroczo. Pocałowałem ją bez wahania. Była teraz moja, tylko moja. Mogłem dać jej poczucie bezpieczeństwa, dotykać ją. Nie podobała mi się jednak  jej wybór. Mogła wybrać bardziej odpowiednią  osobę, lecz chciałem spełnić  jej ‘’marzenie’’ , zrobić to po swojemu, bardzo delikatnie i ostrożnie. Wziąłem ją na ręce i otuliłem,  niosąc ją do mojej sypialni. Gdy już tam byliśmy ułożyłem ją sobie na łóżku, tuż pode mną. Leżała spokojnie, wpatrując się w moje oczy. Była cudowna. Zmieniłem zdanie, cieszyłem się, że mogłem zrobić to właśnie ja, po swojemu.
- Leż spokojnie księżniczko- powiedziałem, aby mogła zdać się tylko na mnie, by była spokojna i nie bała się niczego. Jej drobne ciało było przepiękne. Zacząłem zsuwać z niej spodnie, bardzo powoli jednocześnie składając drobne pocałunki, prowadząc je od pępka w dół. Dziewczyna gładziła moje włosy, przy czym była delikatna. Leżała w samej bieliźnie, bezbronna. Położyłem się koło niej, przytulając tak jak potrafiłem  najlepiej, aby czuła wszystko to, co czułem do niej, czego nie potrafiłem wypowiedzieć. Głaskałem linię jej obojczyka, przechodząc niżej. Zawisnąłem nad dziewczyną, wpatrując się w nią ponownie.
- Kocham cię Harry… Kocham cię- aksamitnie wypowiedziała, ujmując moją twarz w swoje dłonie. Role się odwróciły, teraz ja leżałem pod nią, zrobiła to tak szybko. Gładziłem jej policzek, nie chciałem się śpieszyć, to miało być chwila, którą miała zapamiętać na zawsze. Moja księżniczka zaczęła rozpinać moje spodnie, ściągając je w dół. Pozbyłem się ich i również zostałem tylko w bieliźnie. Dobrze, że nie było tutaj Lucky, na pewno zapobiegła by wszystkiemu jak najszybciej. Przez myśli, które dopiero co przebiegły przez moją głowę, chciałem mieć to jak najszybciej za sobą. Cheryl znalazła się pode mną ponownie, chciała coś powiedzieć, gdy ja przysłoniłem palcem jej usta. Rozpiąłem zapięcie od stanika modelki, po czym ostrożnie zsunąłem go, rzucając na ziemię.  Moim oczom ukazały się dwie idealne piersi, były cudowne tak jak Cher. Składałem czułe pocałunki, idące od linii obojczyka, przechodziły przez jej piersi, na których zatrzymałem się na dłużej, jednocześnie obmacując je, a zaraz delikatnie zaciskając na nich moje dłonie. Przeszedłem niżej, krążąc kółka wzdłuż jej linii pępka. Pogładziłem jej twarz, wracając ponownie, połączyłem nasze usta w zachłannym, namiętnym pocałunku. Obracaliśmy się na łóżku, przytulając i pieszcząc siebie nawzajem. Całowałem jej szyję, co chwilę delikatnie zasysając jej skórę. Zsunąłem dolną część bielizny, odrzucając na bok, widziałem, że lekko się speszyła, na co zaraz zareagowałem. Przytuliła mnie, całując po torsie. Pogłaskałem ją po głowie, całując w czoło. Teraz także i ja, pozbyłem się bielizny. Zbliżałem się coraz bardziej do Cher, powoli wchodząc w jej kobiecość. Ciche jęknięcie Cher, dało mi do zrozumienia, że powinienem być o wiele delikatniejszy. Ona nie była jak poprzednie, była taka delikatna i krucha, ogromnie krucha. Szepnąłem ciche przepraszam w kierunku mojej małej.
- Jest dobrze, Harry … proszę- jęknęła ponownie, więc zacząłem wchodzić w dziewczynę, nareszcie mogłem być tak blisko niej, jak tylko potrafiłem. Widziałem, jak zaciska zęby z bólu, było mi jej szkoda. Pragnąłem zakończyć to, by nie męczyła się dalej, lecz utwierdzała mnie, że jest wszystko dobrze. Połączyłem nasze usta, aby mogła skupić na czymś innym, niż bólu. Zacząłem poruszać swoimi biodrami, a ona zaraz uniosła się wyginając  w łuk. Cicho wypowiadała moje imię, gdy ja pogłębiałem ruchy. Widziałem, że po czasie czuła się spełniona. Wyszedłem z kobiecości partnerki ostrożnie, składając ostatnie pocałunki. Wstałem, udając się do toalety. Pozostawiłem dziewczynę samą, aby doszła do siebie. Nowa para bokserek wylądowała zaraz na moim ciele. Spłukałem twarz wodą, wyszedłem z łazienki, spoglądając w stronę miejsca naszego zbliżenia, zauważyłem czerwone plamki na pościeli. Teraz wiedziałem, że ją skrzywdziłem, miałem nigdy tego nie zrobić, a zrobiłem… Cheryl leżała owinięta w pościel. Podszedłem do łóżka, kładąc się na nim.
- Tak bardzo cię przepraszam, nie chciałem. Wiedziałem, że to zły pomysł- obwiniałem siebie, jednak nie potrafiłem być delikatny. Poczucie winy wzięło górę. Przykrywając się kołdrą odwróciłem się.
- Harry, popatrz na mnie- usłyszałem dźwięczny głos piękności, która spędziła ze mną dzisiejszy wieczór. Zrobiłem to, o co mnie poprosiła.
- Nigdy, w całym moim życiu, nie było lepszego razu, ani go nie będzie… chyba, że będziesz to ty ponownie. Kocham cię, rozumiesz?- mówiła bardzo szczerze, widziałem to. Wierzyłem w to. Miałem coś odpowiedzieć, gdy dostałem nagły sms od… Rose! „ Harry, tęsknie za tobą” .
- To ta blondyna, prawda?- zapytała mnie Cher, czytając wiadomość .
- Cher, ona nic nie znaczy. Przyczepiła się i tyle. Dobranoc skarbie – zablokowany telefon odłożyłem na szafeczkę, następnie pocałowałem czule modelkę, która przy zasypianiu przytuliła się do mnie. Jej perfekcyjne ciało było przytwierdzone do mojego torsu.
- Dobranoc Harry- dodała.
* * *
CHERYL:
Obudziło mnie delikatne łaskotanie w  twarz. Otworzyłam powieki i ujrzałam czerwone plamki spadające z sufitu. Gdy mój wzrok przyzwyczaił się do światła, zobaczyłam, że są to jednak płatki róż. Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na ukochanego. Leżał tuż obok mnie sypiąc na mnie kwiaty.
- Dzień dobry- powiedziałam  leniwie przeciągając się. Chłopak przestał obrzucać mnie płatkami i pocałował namiętnie w usta.
- Dzień dobry- mruknął ochrypłym głosem, nie przerywając naszego pocałunku. Objął moją talią i posadził mnie na swoje kolana. Nie chciałam tego przerywać. Czułam się wspaniale do momentu, kiedy przypomniałam sobie sms ‘a, którego dostał wczorajszego wieczoru. Oderwałam się od jego ust i wstałam z łóżka zarzucając na siebie koszulkę.
- Zrobiłem coś nie tak?- spytał zdziwiony całą sytuacją. Spojrzałam na niego i wybuchłam.
- Wiesz takich sms’ów nie wysyła zwykła koleżanka.- stwierdziłam patrząc prosto w oczy Harry’ego. Jego wyraz twarzy zmienił się diametralnie z zaskoczonej na zażenowanie.  Nie spodobało mi się to. Zresztą skąd on zna takie dziewczyny. Nie wyglądała jak niewinna dziewczynka, która chce tylko przyjaźni.
- Znowu zaczynasz, przecież ci powiedziałem, że ona dla mnie nic nie znaczy. Ty się liczysz i nikt inny-oznajmił bokser podchodząc do mnie i obejmując moje ciało. Stwierdziłam , że mogę mu zaufać. W końcu zdecydowałam się z nim mieć swój pierwszy raz. Odwzajemniłam uścisk i przeprosiłam go za to, że tak na niego wybuchłam, ale mu pierwszemu zaufałam, więc moje zachowanie jest trochę usprawiedliwione. Wyślizgnęłam się z objęć ukochanego i poszłam do łazienki, aby się trochę odświeżyć. Po zakończonej czynności weszłam do sypialni, w której nie zastałam już go. W tej samej chwili usłyszałam z dołu dźwięk telewizora. Zeszłam ze schodów i ujrzałam jak chłopak stoi przy kuchence w samych bokserkach. Automatycznie zrobiło mi się gorąco. Gdy mnie zauważył posłał mi jeden z tych swoich cudownych uśmiechów. Podeszłam do niego i mocno objęłam. Czułam jak ciepło rozchodzi się po całym moim ciele. Byłam taka szczęśliwa, że chyba nikt i nic nie mogło mi zepsuć humoru. Usiadłam do stołu, na którym leżały naleśniki polane syropem klonowym. Trzeba było przyznać, że potrafi świetnie gotować.  Zabrałam się do jedzenia nie spuszczając wzroku z Harry’ego. Analizowałam, każdą część jego ciała, każdy tatuaż, każdą bliznę upamiętniającą zapewne nielegalną walkę.  Moje rozmyślenia przewał mi dźwięk komórki. Wyjęłam go nieśmiało ze stanika. Na ten ruch bokser zaczął się śmiać. Posłałam mu spojrzenie, które mówiło ‘ Przestań się śmiać’. Odblokowałam telefon i zobaczyłam na wyświetlaczu bardzo dobrze znane imię. „ Inwazją przyszłych teściów zażegnana. Nadopiekuńczy narzeczony w pracy, a ja mam wizytę u ginekologa. Chcesz może zobaczyć brzdąca?” Natychmiast odpisałam Lucky. „ No pewnie, że tak. A na którą?” Odłożyłam telefon na stół czekając na wiadomość. Otrzymałam ją po dłuższej chwili. „ Przyjadę po ciebie za godzinę. Jesteś w domu, prawda?” No, to odpowiedź  jej się nie spodoba. „ Mogło tak się zdarzyć , że pokłóciłam się z Bradem  i jestem u Harry’ego…” Zerknęłam na boksera i uśmiechnęłam się ciepło. Nie podobało mu się, że go ignoruje, więc namiętnie go pocałowałam, co ewidentnie mu się spodobało. Kolejna wiadomość. „ Moja droga panno, pytałam się czy wszystko jest dobrze. Trzeba było mi powiedzieć, przynajmniej bym się wywinęła od rozmowy z teściową. Będę jednak za pół godziny. Pa x”. Odłożyłam komórkę i zaczęłam ponownie jeść.
- Możesz mi powiedzieć co jest ważniejsze ode mnie?- zapytał Harry cały czas patrząc na mnie.
- Lucky pisała czy pójdę z nią na badania. Zaraz po mnie przyjedzie.- oznajmiłam z pełnymi ustami .
- Czyli zostawisz mnie samego?- zaczęłam się śmiać. Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach. Położył swoje dłonie na moich pośladkach i zaczął całować moją szyję, okolice za uchem, a na koniec złączył nasze usta. Nie chciałem tego przerywać, ale musiałam się jeszcze ubrać. Poszłam na górę i wybrałam zwykłe dżinsy oraz t-shirt. Założyłam wybrane rzeczy i ponownie zeszłam  do kuchni. Usłyszałam dzwonek do drzwi, więc pocałowałam Harry’ego na pożegnanie i wyszłam. Zobaczyłam samochód przyjaciółki, podeszłam do niego i wsiadłam. Spojrzałam jeszcze raz w stronę chłopaka, machając mu na pożegnanie, on uśmiechnął się i wszedł do domu, a my ruszyłyśmy.
- Powinnaś ograniczyć szybką jazdę do minimum- upomniałam przyjaciółkę, ona jednak tylko machnęła ręką. Dalsza część drogi minęłam na odpowiadaniu na mnóstwo pytań dotyczących mojego pobytu u Harry’ego.
- Lucky, mogę ci zaufać prawda?- chciałam się upewnić zadając to pytanie przyjaciółce.
- Oczywiście, że tak –odpowiedziała mi  dziewczyna.
- Więc, znasz Harry’ego długo, prawda?
-Tak, coś się stało?- spytała spoglądając w moją stronę.
- Kto to jest Rose? – zapytałam wprost.
- Nie mam pojęcia, ale przypuszczam, że jakaś jego znajoma, ma ich naprawdę wiele- rozwinęła swoją wypowiedź. Niczego się nie dowiedziałam, ale przypuszczałam, że tak może być. Chciałam opowiedzieć jej, co stało się tej pięknej nocy.
- Lucky, wiesz miałam swój pierwszy raz- powiedziałam podniesionym tonem, a z mojego głosu, aż kipiało szczęście. Nie potrafiłam tego opisać. Po tych słowach dziewczyna, zaczęła kaszleć, a raczej krztusić się przez chwilę.
- Zaraz, zaraz. Jak to? Z kim? Kiedy?- zadawała mnóstwo pytań naraz. Nie wiedziałam od czego zacząć.
- Wczoraj … z Harrym- imię chłopaka wypowiedziałam ciszej, wiedząc, że nie będzie uradowana tym faktem.

- Cheryl, wiem, że jeszcze o tym nie rozmawiałyśmy, lubicie się… ale naprawdę nie jest taki jak myślisz.- ciągnęła Lucky. Widziałam, że już prawie dojechałyśmy na miejsce, więc nic nie odpowiedziałam.  Przyjaciółka zaparkowała auto po prawej stronie ulicy, gdzie znajdowała się przychodnia. Weszłyśmy do środka, a lekarz zaraz poprosił nas do gabinetu. Pierwsze co zauważyłam, to maszyna do USG, która była ogromna. Malik położyła się na specjalnym łóżku i podciągnęła bluzkę. Uśmiechnęłam się do niej w trakcie, gdy ginekolog rozprowadzał żel po jej brzuchu. Na ekranie pojawiło się niedawno co poczęte maleństwo. 


* Nasi kochani! wspaniale, tyle kom... nawet nie wiecie jak to nas cieszy :) 
zobaczymy ile będzie teraz ... liczymy na was :*
Zapraszamy was także do rozmów z bohaterami na ask.fm <3  
Sprawdźcie bohaterów, ponieważ doszli nowi. <3

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 21

                                21. Zbliżenie
CHERYL:
  "Zaczynam piszczeć. Trzymam kurczowo dłoń mojego braciszka, gdy odwracam się czuję jak przerażająca postać 'Diabła' jest coraz bliżej i bliżej. Potykam się o nieznany mi przedmiot. 
- Oddaj po dobroci naszyjnik ty mała suko! - wrzeszczy mężczyzna będący już kilka kroków ode mnie. Staram się podnieść, lecz coś ciągle mi przeszkadza. Czołgam się po ziemi, cały czas próbując wstać. Łzy, które spływając z moich policzków pokrywają końce włosów, nadal nie ustępują. W końcu... "
-Skarbie już wszystko dobrze, jestem tu Cheryl jestem.. słyszysz mnie?!- krzyczał Harry, ze łzami w oczach, co zauważyłam zaraz po tym jak otworzyłam własne. Byłam wstrząśnięta. Mokre włosy, owinięte były wokół mojej szyi, a z oczy wciąż sączyły się łzy. Trzęsłam się. Nie wiedziałam co się dzieje. Poczułam dłoń chłopaka na swoim udzie, którą zaraz zepchnęłam, krzycząc głośno 'zostaw mnie'. Rozpacz, jaka mnie ogarnęła była nie do opisania. Obejmowałam rękoma swoje ciało, pragnąc zniknąć stąd raz na zawsze, lub nigdy się nie urodzić. Styles jednak nie przejął się moim gestem. Przysunął się bliżej i objął mnie całą, tym samym  mocno zaciskając dłonie. Wyrywałam się z całych sił, nienawidziłam jak ktokolwiek dotykał mnie wbrew mojej woli, a zwłaszcza zaraz po snach... Po czasie byłam  już zmęczona wyrywaniem się, więc odpuściłam. Jednak on wciąż trwał w uścisku. Położyłam ostrożnie głowę na ramieniu chłopaka, ulegając jego czułością. Gładził ostrożnie palcami moje plecy. Wtuliłam się w niego próbując zapomnieć. Do pokoju wpadła Lucky wraz z Liamem, lekko spóźnieni.
-Harry co jej zrobiłeś?!-spytała podniesionym głosem, gdy Liam znalazł się tuż koło narzeczonej, obejmując w tali. 
- Nic mi nie zrobił. Miałam zły sen. Jest w porządku. - odrzekłam widząc niepokój w jej oczach. Dziewczyna odpowiedziała jedynie kiwając twierdząco głową, po czym przeniosła wzrok na Harry'ego, który dalej nie poluźnił uścisku. Utwierdziłam ją w przekonaniu, że na pewno jest już dobrze i może wracać do sypialni. Nie słuchała mnie. W końcu Liam wziął sprawy w swoje ręce. Położył dłonie, na biodrach partnerki, ciągnąc w tył. Obrócił ją do siebie, biorąc na ręce. Poszli do siebie. Wiedziałam, że Luck nie była zadowolona, ale jej zdrowie było dla mnie ważniejsze. Powinna wypoczywać. Spojrzałam na Harry'ego, z którym trwałam w uścisku dłuższą chwilę. Nie zmienialiśmy naszej pozycji. Wpatrywał się w moje oczy, przykładając swoje czoło do mojego. Także patrzałam w jego oczy, w tą głęboką zieleń, która wybijała wszystkie kolory tęczy ze swojego szlaku. Usiadłam na jego kolanach, oplatając nogi wokół jego talii. Dłonie chłopaka powędrowały na moje plecy, gdy moje znajdowały się założone na karku chłopaka. Musnął delikatnie moje usta, zakładając opadnięty kosmyk moich włosów za ucho. Przysunęłam się jeszcze bliżej boksera, odwzajemniając pocałunek. Pogłębiłam go, a on wraz ze mną. 
- Kocham cię Harry- wypowiedziałam odrywając się od niego lekko. 
- Jesteś bezpieczna księżniczko- odpowiedział tylko tymi słowami. Byłam zawiedziona, jednak nie okazywałam tego. Zdjęłam powoli bluzkę, pozostając na samym staniku. 
- Tylko ciebie- dodałam, najbardziej aksamitnym głosem jakim tylko potrafiłam. Harry szeroko otworzył oczy. Zaczynał gładzić moje ramię, wypowiadając cichutko moje imię, przedłużając je. 
- Jesteś taka piękna- dodał po chwili. Czułam, że chłopak, nie wypowie nigdy słów, które ja wypowiedziałam pierwszej nieznanej osobie. Wpatrywałam się w jego twarz zbliżając się kawałek do ciała chłopaka. Dotykałam jego nagiego torsu, składając na nim maleńkie pocałunki. Podniosłam się i zsunęłam z bioder zwykłe, krótkie szorty, pozostając jedynie na bieliźnie. Z powrotem wróciłam do poprzedniej pozycji. Objęłam jego ciało, całując zachłannie. Pragnęłam robić cokolwiek, aby powstrzymać moje myśli obaw wiążących się z moimi snami, które niestety były prawdziwe. Odwzajemniał mój każdy pocałunek. Dotykał moje ciało bardzo ostrożnie, zważając na każdy jego element. W końcu złapał moje nadgarstki. 
- Nie Cheryl- szepnął wprost do mojego ucha, składając pod nim pocałunek. - Nie teraz...nie ja...- ponownie szepnął, jednak głos boksera, był o wiele bardziej zachrypnięty. Posmutniałam, co na pewno zauważył. Wyrwałam swoje nadgarstki z jego uścisku i szybko cmoknęłam jego usta. Pochyliłam się, aby podnieść koszulkę. Poczułam ciepło na moich pośladkach, więc zatrzymałam się na chwilę, lecz potem postanowiłam nie zwracać na to uwagi. Sięgnęłam po t-shirt, po czym ubrałam go. Otuliłam się kołdrą, odwróciłam tyłem do Harry'ego próbując zasnąć. On dalej siedział. 
- Skarbie, jesteś zła?- zapytał przytulając się do mnie, tak jak lubiłam. Burknęłam ciche nie, ponieważ chciałam zobaczy jaka będzie jego reakcja. Chłopak jednak, potraktował to dość poważnie. Usiadł na mnie, a moje biedne, małe ciało było mocno przyciśnięte do kanapy, pod ciężarem jego ciała. 
- Złaź grubasie! Haha, złaź ! - wykrzykiwałam, tym samym śmiejąc się wniebogłosy. 
- Grubasie?!- zaczął mnie łaskotać po całym ciele. Śmiałam się głośno, nie mogąc przestać. W końcu przytulił się do mnie, kładąc głowę na mojej klatce piersiowej. 
- Nie chcę, abyś kiedykolwiek była smutna, abyś kiedykolwiek płakała. Chciałbym byś była bezpieczna, nie chcę cię skrzywdzić. Też nie chcę być pierwszym, zasługujesz na kogoś lepszego, innego niż ja - jego słowa bardzo głęboko doszły do mojego serca. Poczułam, że mogę mu ufać. Jeszcze nigdy nie kochałam kogoś tak bardzo jak jego. Kiedy mnie dotykał czułam się jakby nie był wokół nas niczego, ani nikogo. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Chłopak zszedł ze mnie i ułożył się obok. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i mocno objęłam. Pocałował mnie w czoło i mocniej przytulił do swojego umięśnionego torsu. Czułam jak ciepło z jego ciała uspokaja moje szybko bijące serce. Zamknęłam powieki i nim się spostrzegłam zasnęłam. 

LUCKY:
  Gdy słońce musnęło moją twarz otworzyłam oczy. Spojrzałam na ukochanego i pocałowałam go w policzek. Uśmiechnął się i mocniej zacisnął ręce na moich biodrach. Niestety był to zły ruch. Poczułam mdłości, szybko wstałam i pobiegłam do łazienki. Wylądowałam przed toaletą i zwymiotowałam. Nienawidziłam tego. Zaczęłam płakać. Miałam tak od dzieciństwa. Poczułam jak Liam głaszcze mnie po plecach. Zerknęłam na niego i uśmiechnęłam się dziękując mu za to, że zawsze jest obok mnie. Naszły mnie wyrzuty sumienia. Okłamywałam go na każdym kroku i co najgorsze przychodziło mi to bez najmniejszego trudu, choć nie mówię, że sprawia mi to przyjemność. Wstałam i podeszłam do umywalki, aby spryskać twarz zimna wodą. Liam cały czas stał za mną masując mi plecy. Gdy zakończyłam czynność, obróciłam się chcąc zejść na dół, lecz Payne złapał mnie za nadgarstek obracając ku sobie, położył swe dłonie na moich biodrach, przyciągając do siebie i obejmując mnie delikatnie. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej.
- Zawsze będę cię wspierał. Nigdy cię nie opuszczę ze względu na wszystko.- szepnął do mojego ucha. 
- Kocham cię.- wypowiedziałam uraniając łzy.  
- Ja ciebie też skarbie.- powiedział głaszcząc mnie po głowie. Nagle poczuła, że chcę mu powiedzieć prawdę. Nie mam siły go dłużej okłamywać. 
- Muszę ci coś...- zaczęłam i nagle...
- ŚNIADANIE!- usłyszałam wrzask Harry'ego. Gdy usłyszałam głos swojego brata zdałam sobie sprawę, że to jeszcze nie czas. Wyślizgnęłam się z uścisku ukochanego i załapałam go za rękę ciągnąc w stronę schodów. Zeszliśmy na dół i zobaczyłam jak Harold całuje Cheryl. Mocniej ścisnęłam rękę Liama, a on zaczął się śmiać. Posłałam mu mordercze spojrzenie, lecz nie przejął się tylko mnie objął i zaprowadził do stołu. Gdy tylko podeszliśmy Cher odskoczyła od boksera i zajęła miejsce. Poszliśmy w jej ślady. Spojrzałam na jedzenie i poczułam jak robi mi się nie dobrze, więc wstałam od stołu i pobiegłam do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi i znów zwymiotowałam. Jak zwykle zaczęłam płakać. Usłyszałam pukanie.
- Liam chcę być sama.- powiedziałam przez łzy.
- Ale to ja.- rozległ się ochrypły głos Harry'ego. Otworzyłam drzwi, tym samym pozwalając mu, aby wszedł do środka. Spojrzał na mnie współczującym wzrokiem. 
- Po co tu przyszedłeś?-  zapytałam go. 
- Martwię się o ciebie, a poza tym Liam i Cheryl chcieli pogadać.- powiadomił mnie mój brat. Wstałam i powtórzyłam niedawno zakończone czynności. Obróciłam się w stronę chłopaka, przytulając się do niego. Pogładził mój brzuch, wypowiadając kojące słowa, co mnie rozśmieszyło. Wyszliśmy z łazienki, kierując się do jadalni, aby zjeść wcześniej przygotowane śniadanie. Gdy weszliśmy do pomieszczenia, ujrzałam jak Liam przytula Cher, co wydawało się urocze, ale i tak musiałam dowiedzieć się, o co chodziło. Spojrzałam na Harry'ego, którego dłonie, zaraz zacisnęły się w pięści. 
- Jeżeli go dotkniesz, lub spadnie mu włos z głowy, to przysięgam, że coś ci zrobię- warknęłam w stronę boksera. Widziałam zazdrość w jego oczach. Spoglądnęłam jeszcze raz w stronę mojego narzeczonego i przyjaciółki, która zaraz znalazła się u boku Harry'ego całując go w policzek. Wyglądali razem... b-ba-bardzo uroczo. Te słowa, ledwie przeszły przez moje myśli, więc sądzę, że nie mogłabym ich wypowiedzieć. - Spakowani?- zapytałam przyjaciół, na co kiwnęli głową. Każdy z nas zabrał najpotrzebniejszy bagaż i ruszyliśmy do samochodu. Prowadził Harry, dlaczego?! Usiadłam wraz z Liamem z tyłu, a Cher z przodu. Zaczęliśmy podróż. Harry położył dłoń na udzie Edwards, co przyprawiło mnie o lekki napływ złości. Ona podniosła jego kończynę, składając na niej pocałunek, splotła ich palce razem i położyła na swoich kolanach. Obserwowałam całą sytuację, bardzo pilnie. Nie chciałam zgodzić się na ich czułości, ale przeszkadzało mi coś jeszcze... ich szczęście, nie chciałam tego psuć mimo ryzyka. Położyłam głowę na ramieniu mojego skarba, wtulając się w jego tors, oddałam się w krainę Morfeusza.  
* * *    
2 godziny po powrocie...
CHERYL:
  - Jesteś pojebana, wiesz?!- wykrzyczał mi prosto w twarz Bradley, gdy pakowałam swoje rzeczy do torby. Nie odezwałam się nawet słowem do niego. Ciągle gadał coś o wycieczce Charlie, o której nie miałam nawet pojęcia. Krzyczał najgłośniej jak potrafił. Nigdy nie widziałam go, w takim napadzie złości, bo nigdy nie podniósł na mnie głosu. - podoba ci się podważanie mojego autorytetu?!- dodał po chwili. Nie reagowałam dalej. Spojrzałam do szafki, zauważając, że została mi tylko jedna paczka papierosów i kilka skrętów. Zagarnęłam wszystko do torebki, tak szybko jak tylko mogłam. Było mi szkoda Charlotte, że musiała tego słuchać. Zabrałam spakowane torby, kierując się do drzwi. Miałam dosyć jego słów, każde raniło mnie coraz bardziej, w końcu zaśmiałam się, próbując powstrzymać płacz. 
- Śmieszy cię coś szmato?!- na te słowa... jak on mógł, przesadził.Wybiegłam z domu. Za plecami słyszałam jedynie kilka przekleństw. Płakałam, nie wiedząc co mam robić, więc postanowiłam zapalić. Napisałam wiadomość do Lucky
 "Hej x Jesteś w domu?", na którą zaraz dostałam odpowiedź
 "Cher, przyszła teściowa przyjechała, więc mamy drobny problem, mam nadzieje, że nic się nie stało", również odpisałam
 " Wszystko jest w jak najlepszym porządku, chciałam tylko popisać, ale muszę lecieć. Pa x " . Tak zakończyła się nasza rozmowa. Byłam załamana i zraniona, słowami mojego brata. Błądziłam po mieście, przez najbliższą godzinę, przez którą zdążyłam spalić paczkę papierosów, gasząc każdy o nadgarstek. Byłam wyczerpana. Spojrzałam w stronę rozmawiających osób... Harry? To niemożliwe, chociaż... Pomachał mi, tak to na pewno był on. Rozmawiał z jakąś wysoką blondyną, która była bardzo ładna. Odwróciłam wzrok, lekceważąc go. Było mi głupio, co ja sobie myślałam mówiąc w tamtym domku, to wszystko, nawet w dziesięciu procentach nie jestem tak ładna jak ona. Spuściłam głowę, biorąc dwa głębokie wdechy, zmęczenie brało nade mną górę. Podniosłam głowę ponownie w górę, ujrzałam, że dziewczyna pozostała sama, przyglądając mi się. Czyjeś dłonie delikatnie obracały mnie w innym kierunku. Harry tak, to był on. 
- Dlaczego jesteś tu sama?- spytał, delikatnie całując mój policzek. Podniósł moją twarz wyżej, aby ją ujrzeć. - Coś się stało księżniczko, płakałaś? - widziałam niepokój w jego oczach. Nie miałam siły, by cokolwiek powiedzieć. Czułam jak zaczynam upadać, a moje powieki stawały się coraz cięższe ... 
* * *  
  Obudziłam się w jakimś miejscu, które było mi nieznane. Koc, którym byłam okryta, był bardzo miękki i ciepły. Otworzyłam szerzej oczy, chcąc się podnieść, jednak coś mnie zatrzymało. Dłoń, którą znałam bardzo dobrze. Harry siedział na krześle, przy łóżku, na którym leżałam. Uśmiechnął się delikatnie, całując moją dłoń. 
- Co ja tu robię?- zapytałam, nie pamiętając co wydarzyło się zaraz po tym, jak go zobaczyłam. 
- Zemdlałaś skarbie, ale wszystko gra?- spytał, upewniając się. Kiwnęłam głową. 
- Muszę iść- dodałam po chwili, podnosząc się z łóżka. Ustałam zaraz przed Harry'm, który wstał razem ze mną. Pocałował mnie, a ja odwzajemniłam go. Był taki czuły. 
- Gdzie idziesz? 
- Nie wiem, pokłóciłam się z Bradem. To nie było miłe.- przytuliłam się do niego. 
- Zostaniesz u mnie, to pewne gwiazdko.- musnął moje usta, po czym usiadł i posadził mnie na swoich kolanach, mocno przytulając, na co zaśmiałam się. 
- Powiesz mi jak to jest, że dajesz mi tyle radości? haha- uśmiechnęłam się, będąc dalej do niego przytulona. 
- Jestem najlepszy, po prostu skarbie- zaczął się śmiać, puścił mnie biorąc poduszkę, którą zaraz oberwałam. Także wzięłam poduszkę i zaczęłam okładać go z całych sił. Upadł na łóżko, a ja wykorzystałam sytuację siadając na nim i kładąc na jego twarzy poduszkę. Próbował się wyswobodzić, ale mój uścisk nogami był silny. W końcu uczyłam się od najlepszych. Zabrałam poduszkę i czule go pocałowałam oplatając ręce na karku. Niestety wykorzystał moją nie uwagę i w mgnieniu oka znalazłam się tuż pod nim. Musnął moją szyję, a ja cicho jęknęłam.
- Nie, rozmawialiśmy o tym.- powiedział mi cicho do ucha.
- Ale to ja będę decydować z kim chce i kiedy chce mieć swój pierwszy raz- odpowiedziałam. Miałam zamiar postawić na swoim. Przejmując kontrole pierwszy raz w moim życiu.
- Ale...- zaczął, lecz nie pozwoliłam mu dokończyć. Połączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku i powiedziałam...
- Chcę, abyś był pierwszy i mam nadzieję ostatnim.- uśmiechnęłam się ściągając mu koszulkę.
- Jeśli tego pragniesz...- musnął ustami moją szyję.
- Pragnę...    

* Kochani 12 komentarzy jak widzicie można. :) Bardzo skarby dziękujemy <3 
10 kom= nowy :) powodzenia!
Oby ten się podobał. Zapraszamy na ask.fm jak i do komentowania, im więcej komentarzy tym dłuższe rozdziały. Też was kochamy nasze skarby :*                             

niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 20

                                       20. Niespodziewana wiadomość
HARRY:
  - Harry, mamy problem...- te słowa nie wróżyły nic dobrego.
- Co się stało?- zapytałem z przerażeniem w głosie. Martwiłem się o nią, w końcu byłem jej bratem.
- Zepsuł nam się samochód jakieś 15 kilometrów od was. Możesz po nas przyjechać? - odetchnąłem z ulgą. Bałem się, że stało się coś o wiele gorszego. Nigdy nic nie wiadomo w nocy.
- Jasne, za chwilę będę.- rozłączyłem się.  Włożyłem telefon do kieszeni i zerknąłem na Cher unosząc kąciki ust do góry,
- Jedziesz ze mną ratować Lucky i Liama ?
- Coś się stało?- spytała wstając z łóżka i ubierając dżinsy.
- Zepsuł im się samochód- odpowiedziałem kierując się na dół. Wziąłem kluczyki z półki i wyszedłem z domu. Wsiadłem do pojazdu i czekałem, aż księżniczka zamknie drzwi. Gdy siedziała już na miejscu odpaliłem i ruszyliśmy. Jechaliśmy w ciszy, która była bardzo przyjemna. Spojrzałem na nią ukradkiem. Widziałem jej błękitne oczy, piękny uśmiech. Chciałem mieć ją dla siebie, dotykać i całować każdą cześć jej ciała. Spostrzegłem się, że ona też na mnie patrzy.
- Lepiej skoncentruj się na drodze.- powiedziała odwracając moją głowę w stronę jazdy. Jechaliśmy dalej w skupieniu, gdy ujrzałem stojący na poboczu samochód, a koło którego stał Liam. Obejmował w pasie Lucky. Zatrzymałem się zaraz obok i wysiadłem z samochodu.
- Okazuje się, że jednak zostaniemy.- powiedziała Luck powstrzymując śmiech. Musieli bardzo miło spędzić czas oczekiwania.
- A co z samochodem?
- Zostanie tutaj, a jutro przyjedzie firma i go zabierze.- odpowiedział Liam zamykając auto na klucz.
- Wsiadajcie do nas.- zachęciłem pasażerów, aby zajęli swoje miejsca. Para usiadła na tylne siedzenia, a Cher koło mnie. Zawróciłem i ruszyłem z powrotem  do domu.
- To co tam porabialiście?- spojrzałem na przyjaciółkę i uśmiechnąłem się do niej, co ona odwzajemniła.
- Oglądaliśmy film.- odpowiedziałem zaciekawionej dziewczynie.
- Na pewno wam uwierzę- uznajmy, że nie byłem nigdy dobrym kłamcą. Dojechaliśmy pod dom, zatrzymałem pojazd i wysiadłem. Podszedłem i otworzyłem drzwi Cheryl biorąc ją za rękę. Chyba chciałem rozzłościć Lucky, która spojrzała na mnie nienawistnym wzrokiem. Specjalnie obróciłem ją w moją stronę i namiętnie pocałowałem. Ssałem jej usta przez najbliższą chwilę, za plecami słyszałem jedynie chrząknięcia Lucky, co mnie rozbawiło. 
- Harry ...- Cher oderwała się ode mnie, aksamitnie wypowiadając moje imię, które przedłużyła. Posłałem jej czułego buziaka, po czym objąłem w tali prowadząc do drzwi wejściowych. Otworzyłem je i przepuściłem obie kobiety. Lucky posłała mi mordercze spojrzenie, a ja miałem nie zły ubaw. Całą czwórką usiedliśmy na kanapie, pragnąłem zająć miejsce koło Cher, niestety Lucky mnie wyprzedziła. Nie bardzo przejąłem się tym, podszedłem na miejsce, gdzie siedziała moja księżniczka, po czym bez najmniejszego trudu podniosłem ją do góry i usadziłem sobie na kolana. Edwards zaplotła ręce na mojej szyi i ucałowała. Otuliłem ją mocno i w takiej pozycji zostaliśmy. Rozmawiałem z Liamem, a Cheryl z Lucky. Pogaduchy szły w najlepsze, do czasu. 
LUCKY:
 Zaraz po wejściu do domu zajęliśmy miejsca na kanapie. Cher przyniosła szklanki i napoje. Rozmowy toczyły się. Jednak po chwili poczułam, że bardzo rozbolał mnie brzuch oraz zrobiło mi się nie dobrze. Wstałam z miejsca, tym samym szarpiąc Liama za ramię. Szepnęłam cicho, że idziemy do toalety. Popędziłam na piętro, wpadłam jak opętana do pomieszczenia i wylądowałam tuż przed toaletą. Zwymiotowałam. To było straszne, czułam się okropnie źle. Dotyk Liama, na moich plecach rozluźniał mnie, lecz w nie wielkim stopniu. Podniosłam się i szybko wtuliłam w ramię chłopaka, wybuchając płaczem. Mocno przytulił mnie do siebie. Miesiączki zawsze były straszne, zwłaszcza te spóźnione... Liam uniósł moją twarz, którą ujął w swoje dłonie do góry i złożył czuły pocałunek, który oczywiście odwzajemniłam. Otarł moje łzy i chwycił za rękę. Powoli kierowaliśmy się na dół, kierując się w stronę salonu. Weszliśmy do pomieszczenia przerywając chwilę namiętności mojemu bratu. Gdy tylko nas spostrzegli Cher znalazła się automatycznie tuż koło mnie. 
- Lucky wszystko w porządku?- pytała chcąc uzyskać odpowiedź. Tyle kłamstw... dałam sygnał Liamowi i zaczęłam. 
- Właściwie to nie, bo ja muszę wam coś powiedzieć. Nie wiem jak zacząć, ale prawda jest taka, że jestem... jestem w ciąży- głośno odsapnęłam kończąc wypowiedź. 
-Haha, Lucky w ciąży, tego jeszcze w kinach to nie grali- parsknął śmiechem Harry, jednak nikomu do śmiechu nie było.- Czyli to nie żart?- spytał lekko załamany. Pokręciłam przecząco głową, a on odsapnął, po czym wtulił głowę w małe ciało Cher, która dała mi znak, że chce dowiedzieć się więcej.
- Więc, jest to prawie trzeci miesiąc- dodałam. 
- O kurwa...- warknął Harry.
-Harry!- wrzasnęła podirytowana jego zachowaniem Cheryl, po czym klepnęła go w ramię. Zaczęłam opowiadać całą historię, na szczęście bez szczegółów. Nie czułam się dzisiejszego wieczora najlepiej, mdłości, zawroty głowy, które nękały mnie nie były przyjemne. Całą rozmowę wszyscy siedzieli bardzo wsłuchani w to co mówię, na koniec Cher wstała i mocno mnie przytuliła, po czym zaczęła mówić do mojego brzucha "Cześć maluszku. Ciocia Cher, bardzo cię kocha wiesz. Jesteś naszym małym, niespodziewanym skarbkiem". Jej słowa były dla mnie urocze. Od zawsze kochała dzieci, każde było jej oczkiem w głowie.  Nie długo będę musiała poinformować Zayn'a o wszystkim. Nie wyobrażam sobie tego, on nienawidzi Liama, jest okropnie nad opiekuńczy i wredny. Ale jest moim bratem. Gdy Cher zakończyła swe lamenty, podszedł do mnie Harry i pogłaskał mój brzuch, niepewnie wypowiadając cichutkie "witaj brzdącu". Byłam bardzo zaspana. Wraz z moim narzeczonym udaliśmy się na piętro, gdzie zaraz wchodząc do sypialni położyliśmy się i zasnęliśmy, zmęczeni dniem pełnym wrażeń jak i wyczerpującą nocą. 
CHERYL:
Wiadomość Lucky była szokująca, jednak uzasadniona. Wpadka. Tak czasem bywa. Ciekawe jak będzie wyglądało to u mnie i ciekawe z kim... Oh, Cher! głupoty wymyślasz. Szybko otrząsnęłam się z transu. Dziecko na pewno wprowadzi wiele zmian w ich życiu, ale będą szczęśliwi, zwiążą się bardziej. Gdy poszli na górę spać, przestałam chwilowo kontaktować. Harry zbierał kubki, więc miałam chwilkę dla siebie. Wyszłam przed dom, aby zapalić. Pełno myśli krążących w mojej głowie, nie dochodziło do żadnego sensownego wniosku. Po spalonym trzecim papierosie, nie miałam ochoty na więcej. Narkotyki... tak właśnie. Dawno niczego nie zażywałam. Czuła, wewnętrzną pustkę, lecz nie chciałam tego. Kierowałam się do domu, gdy w drzwiach ujrzałam Harry'ego. Miał założone,skrzyżowane ręce na klatce piersiowej. Jego wzrok i wyraz twarzy nie wróżyły niczego przyjemnego. 
-Cher znowu? Powiedz mi, dlaczego?- ciągnął spokojnym tonem, czego się nie spodziewałam.
-Harry, ja musiałam...- podeszłam do niego chcąc, by mnie przytulił. Jednak tego nie zrobił. Odwrócił się i poszedł bez słowa w głąb mieszkania. Maleńka łza, która zakręciła się w kąciku mojego oka, wypłynęła, a wraz za nią kolejne trzy. Zamknęłam za sobą drzwi. Na dole w łazience, ustałam przed lustrem i szarpałam swoje włosy, każdą część mojego ciała pragnęłam porozrywać. Było okropne, a blizny na nadgarstkach... przypominały o wszystkim, nowe również. Zdjęła swoje ciuchy, pozostawiając jedynie majtki i długą luźną koszulkę. Wyszłam w miarę uspokojona z pomieszczenia, kierując się do salonu. Weszłam. Na kanapie leżał Harry, przykryty kocem. Nie odezwał się do mnie ani słowem. Był zły, wiedziałam to. Podeszłam do łóżku, wpatrując się krótką chwilkę w chłopaka, nie zareagował. Pochyliłam się i ułożyłam ostrożnie na chłodnej podłodze. Skuliłam się, podkurczając nogi do siebie, po czym otuliłam je rękoma, próbując zasnąć. 
- Księżniczko, wiesz o tym, że jestem na ciebie bardzo zły- zaczął Styles
- Tak, wiem o tym- potaknęłam
- Ale to nie zmienia moich uczuć w stosunku do ciebie...- ciągnął- nie wygłupiaj się i chodź do mnie. Posłusznie wykonałam to, co powiedział. Wślizgnęłam się pod koc, mocno przytulając się go gorącego ciała Harry'ego. Pocałował mnie w czoło, dając poczucie bezpieczeństwa, czego bardzo brakowało mi od dawna. Leżałam wpatrując się w niezwykle zielone oczy boksera, gładziłam delikatnie jego policzek. 
- O czym myślisz gwiazdko?- zapytał mnie.
- O tobie- odpowiedziałam, nie chcąc by wiedział co tak naprawdę tkwi teraz w mojej głowie.- A ty o czym?- także spytałam.
- O tobie księżniczko- uśmiechnął się- moja księżniczko- dodał po chwili, czym spowodował, że uśmiech na mojej twarzy powiększył się jeszcze bardziej. 
- Dobranoc skarbie- rzekł całując mnie przed snem. Tak mogłoby być zawsze. Byłam szczęśliwa. Odpowiedziałam mu po chwili...
-Dobranoc ... 

  Najukochańsi nasi! Ogromnie dziękujemy za tak zadowalającą nas liczbę komentarzy. Potraficie jak widać:) Kom zgadzając się, więc jest kolejny rozdział <3 Oby wam się spodobał, nieco dłuższy. Kochani jesteście baaardzo, ale pewnie to już wiecie :* Aktywność na ask.fm, aż niebywała, za co również wielkie dzięki :)
12 kom= nowy rozdział 
               <w przeciwnym razie, nie będzie go:)>

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 19

                                            19. Rany 

CHERYL:
- Kocham cię Harry...- wypowiedziałam patrząc chłopakowi prosto w oczy, po czym usiadłam na niego okrakiem, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Wydawał się bardzo zaskoczony. Przeniosłam dłonie na jego twarz, ujmując ją. Musnęłam niebiańskie wargi chłopaka, każdy jeden pocałunek odwzajemniał, z czasem zaczęłam je pogłębiać. Gładziłam delikatnie jego policzki.
- Cher...- jęknął.
-Cheryl, poczekaj- zwrócił mi uwagę, tym samym odtrącając mnie ostrożnie. Spuściłam wzrok, ponieważ wcale nie chciałam tego kończyć. Nic nie powiedział, patrzał jedynie w moją stronę, tym samym gładząc moje ramię. Obróciłam się gwałtownie i czym prędzej wstałam z ciała boksera, kierując się do wyjścia. Nie miałam najmniejszego zamiaru się odwracać. Szłam prosto przed siebie. Czułam się odrzucona. Moje słowa były szczere, nigdy nie mówiłam tego, tak naprawdę. Właściwie nikomu tego nie mówiłam, nie było takiej osoby. Poczułam jak łza, spływa po moim policzku.Trzasnęłam głośno drzwiami  tarasowymi, po czym przysiadłam na ziemi, skulając swoje ciało. Wyciągnęłam paczkę papierosów wraz z zapalniczką, odpalając pierwszego.Zapalałam jeden, po drugim, słysząc w tle wykrzykiwane moje imię, na próżno. Nie myślałam o niczym, chciałam zniknąć stąd raz na zawsze. 
- Księżniczko tu jesteś, szukałem cię...- powiedział zdyszany Harry. Nie zareagowałam. Kończyłam właśnie ostatniego papierosa z paczki, więc tak jak poprzednie zgasiłam go, przykładając z początku ostrożnie do ręki, a następnie mocno wciskając. Ledwo słyszalnie jęknęłam, z powodu gaszonego palonego tytoniu na skórze. 
- Co ty do cholery wyrabiasz?!- wrzasnął. Złapał mnie za nadgarstek, ciągnąc w górę. Od razu znalazłam się w pozycji stojącej. Chłopak podciągnął mój rękaw od jasnego sweterka przekładanego przez głowę, gdzie ukazały się wszystkie moje blizny, nie tylko po gaszonych papierosach. Ostrożnie przejeżdżał po każdej z nich. 
- Dlaczego?- szepnął zachrypłym głosem, tym która tak bardzo kochałam. Wyrwałam swoją rękę z jego objęć, delikatnie pocierając obolałe miejsce. Odwróciłam się do niego plecami, zaczynając szlochać. Wszystko po kolei powracało. Momenty, które jako mała dziewczynka przeżyłam odbijały się na teraźniejszości. Pragnęłam wszystkie myśli plączące się w mojej głowie odepchnąć na bok, lecz nie potrafiłam. Brzydziłam się tym człowiekiem, który tak bardzo nas skrzywdził, pozbawiając rodziców... łzy coraz bardziej pragnęły sączyć się z moich oczu. Czułam się bezsilna. Dawałam upust emocją niekontrolowanie. Poczułam nagle czyjeś dłonie na moich biodrach, które oplatały moją talię wokół. Nie chciałam, by ktokolwiek mnie teraz dotykał, próbowałam je odepchnąć, lecz nie dawałam rady. Harry przysunął moje małe ciało bliżej siebie i przytulił z całej siły od tyłu do siebie. Uścisk był tak mocny, że ledwie co mogłam się poruszyć. Wyrywałam się, płakałam, lecz na nic to nie nie opłaciło. - Nie puszczę cię skarbie, do póki się nie uspokoisz- szepnął cichutko, a jego ochrypły głos cudownie rozbrzmiewał unoszony dalej przez wiatr. Trwaliśmy już tak od paręnastu minut. Zaczęłam dochodzić do siebie. Bokser poluzował swój uścisk i obrócił mnie do siebie, w dalszym ciągu nie puszczając. Ujął moją twarz w swe dłonie, po czym złożył czuły, namiętny pocałunek na moich ustach. Nie spoglądając na chłopaka, od razu wtuliłam się w jego umięśniony tors, układając głowę na wgłębieniu tuż pod obojczykiem, gdzie ledwie dosięgałam. 
- Chodź księżniczko, powinnaś odpocząć- szepnął, tym samym łapiąc mnie za rękę zaczął prowadzić do salonu. Usiedliśmy na kanapie. Usiadłam obok Harry'ego i podwinęłam nogi pod samą szyję. Styles jednak położył mnie koło siebie i starannie okrył kocem. Wtuliłam się w chłopaka ponownie, gdy on pocałował mnie w czoło. Gładziłam jego tors przez koszulkę, analizując każde wgłębienie oraz wypukłość.
- Jesteś taka piękna, wiesz?- podniosłam wzrok, gdy usłyszałam słowa mojego "ochroniarza" 
- Nic nie odpowiedziałeś...- podjęłam temat rozpoczęty przeze mnie w sypialni, po czym przysunęłam się jeszcze bliżej chłopaka. Otulił mnie swoim ramieniem, ponownie całując, tym razem jednak po linii obojczyka.
- Nie bawię się w związki gwiazdko- po ty słowach, miałam ochotę wstać, ale nie pozwolił na to. - daj mi skończyć... jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką spotkałem, nie znam cię za dobrze, lecz coś ciągnie mnie do ciebie. Jesteś w-wa-ważna-a- wydukał. 
- Jestem?- spytałam delikatnie
- Tak skarbie. Harry objął moje ciało, uniósł w górę, sadzając na swoim. Położyłam się, aby móc kolejny raz móc poczuć jego usta na swoich. Czułam się szczęśliwa. 

HARRY:
 Sam nie wierzyłem w słowa, które wypowiedziałem tu i teraz. Ale jednak, nie chciałem ukrywać prawdy. Od początku coś mnie ciągnęło do tej dziewczyny. Wiedziałem w pewnym stopniu ile przeszła. Chciałem dać jej siłę na kolejne dni, tak jak poczucie bezpieczeństwa. Nie chciałem jej jednak okłamywać, co do moich wcześniejszych zamiarów, ale to była przeszłość. Cieszyłem się trwającą chwilą. Zacząłem namiętnie całować Cher po szyi, przechodząc delikatnie do linii obojczyka jak i zarysach twarzy. Każdy pocałunek był prawdziwy. Byłem zły na nią, za to co robi, lecz nie chciałem psuć chwili rozkoszy. Złapałem modelkę w tali przyciągając jak najbliżej siebie, pragnąłem, aby była moja tu i teraz. Jedną ręką złapałem ująłem jej nadgarstek, przyglądając się blizną. 
- Przestań! Nienawidzę ich, są straszne- syknęła. 
- W takim razie dlaczego to robisz?- spytałem widząc, że nie uzyskam odpowiedzi. Cher spuściła głowę. Całowałem każdą bliznę po kolei, delikatnie zasysając. Widziałem w nich cały ból, z jakim ona musiała się borykać. Pragnąłem przenieść całe cierpienie na siebie. Byłem ciekawy jej życia. 
- Gwiazdko, potrzebujesz coś?- chciałem dać jej wszystko, to co mogłem i to czego nie. 
- Tak- odpowiedziała. Spojrzałem jej prosto w oczy bardzo zaciekawiony. 
- Co takiego? 
- Ciebie...teraz - nie miałem pojęcia co w danej chwili postanowić. Miałem zacząć odpowiadać, gdy zadzwonił telefon. Sięgnąłem do kieszeni. Na wyświetlaczu pojawiło się imię przyjaciółki "Lucky". To musiało być coś ważnego. Natychmiast odebrałem. 
- Cześć Luck. Co się stało?- zadałem pytanie bardzo zaciekawiony.
- Harry, mamy problem .... - te słowa nie wróżyły nic dobrego.  

Kochani! Tak prezentuje się kolejny rozdział. Bardzo przepraszamy, że taki krótki :c. Więcej będzie działo się w kolejnym, ale może być? :) Liczymy  na wasze opinie :* 
10 kom< mile widziane więcej> = nowy rozdział < nowego nie będzie, jeśli ilość komentarzy nie będzie się równała wyznaczonej, skarby :) >
                            jeśli są jakiekolwiek błędy również przepraszamy

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 18

                                      18. Zwrot akcji

HARRY:
- Harry kurwa teraz?!- wypowiedział zirytowany Liam. Czułem się po prostu dziwnie, pragnąłem pomóc dziewczynie, której sam wyrządziłem krzywdę. Poczucie winy wzrastało mimowolnie, moje dłonie zaczęły powoli zaciskać się w pięści, a złość docierała do najmniejszego zakamarka w moim ciele. Podnosiłem się powoli. Po chuj on się w ogóle wtrąca?! Powinienem wyjaśnić to z Cher tylko i wyłącznie z nią, nikt nie miał prawa, by cokolwiek powiedzieć. Zdaję sobie sprawę, że popełniłem błąd i chcę go naprawić. Byłem tak podirytowany, jedyne co chciałem to, aby moja pięść wylądowała na twarzy fotografa...ale coś mnie powstrzymało. Gładka, maleńka dłoń pomagała mi, abym nie popełnił błędu, niezwłocznie opadłem przy niej, gładząc czule po policzku. Uwielbiałem czuć jej nieskazitelną skórę pod palcami. Próbowała mnie opanować...i udało jej się. Spojrzałem na Liama, który stał niedaleko nas. Widziałem jak powoli odchodzi kierując się w stronę wyjścia, po drodze zatrzymując Lucky. Odwróciłem wzrok, automatycznie pozostawiając go na leżącej przede mną dziewczynie. Kurczowo trzymała moją rękę. Posłała mi ciepłe spojrzenie, gdy ja ucałowałem jej czoło. Położyłem się koło modelki, cały czas obejmując jej dłoń. Po chwili zauważyłem,że Cher zaczyna przysypiać. Przytuliła się do mnie bardziej, a ja poczułem słodki zapach jej skóry. Zacząłem głaskać po głowie, policzku i ramionach. Nie chciałem jej więcej razy krzywdzić. Była taka delikatna i krucha. Pocałowałem ją w czoło, a jej kąciki ust uniosły się delikatnie ku górze. Powoli oddech modelki się unormował co oznaczało, że śpi. Kiedy i ja zacząłem zasypiać poczułem jak ktoś delikatnie dźga moje ramie. Otworzyłem oczy i ujrzałem zmartwioną twarz Lucky. Machnęła ręką pokazując, że mam iść za nią. Z niechęcią wstałem z kanapy tak, aby nie obudzić śpiącej Cher. Wyszedłem na taras, gdzie ujrzałem Liama, który czule obejmował Lucky. Gdy mnie zobaczył szepnął coś do ucha narzeczonej, pocałował ją i wrócił do domu. Podszedłem bliżej i odchrząknąłem. Spojrzała na mnie swoimi brązowymi oczami, a ja od razu wiedziałem, że na miłą rozmowę to się nie zanosi.
- Jesteś z siebie dumny?- nie oczekiwanie zapytała.
- Słucham?- nie zrozumiałem, co może mieć na myśli.
- Pytam, czy jesteś dumny z tego, że ją skrzywdziłeś?- odpowiedziała podnosząc głos ze zdenerwowania.
- Jakbym mógł być z tego dumny?!- po co mnie o to zapytała? Przecież znała odpowiedź. Czułem jak zaczynamy się od siebie oddalać.
- To na jaką cholerę krzywdzisz wszystkich dookoła?- Lucky wybuchła, widziałem zdenerwowanie w jej oczach, które przechodziło na całe ciało, podobnie jak u mnie do każdego zakamarka.
- Wydaje mi się, że to nie ja zatajam prawdę przed ukochaną osobą, gdyż takiej nie mam.Cher, Liam, Brad, Charlie, Zayn czy ktokolwiek inny niech będzie okłamywany, ale nie ja! - zacząłem powracać do tematu rozpoczętego na plaży. Dopiero co zacząłem powoli się uspokajać, lecz ponownie pozwoliłem ponieść się się emocjom.
- Nie zmieniaj tematu, to moje życie i przestań się w nie wpierdalać! Styles ogarnij się wreszcie i popatrz co ty wyrabiasz, ona już dosyć przeszła i nie pozwolę, abyś krzywdził na każdym kroku! Masz wyjebane, to po chuj ty jesteś z nią tutaj?!
- Bo chce ją chronić przed twoim popieprzonym ojcem!- przegiąłem.
- A ja jej nie chronię?! Robię wszystko co w mojej mocy, żeby włos jej z głowy nie spadł, a teraz myślę, że powinnam chronić ją, również przed tobą, ty cholerny egoisto!! A może powinnam tak jak ty przystawić luft do skroni tego chuja i nacisnąć spust! Byłby przynajmniej spokój!!- trafiła w czuły punkt. Zbliżyłem się do niej z zaciśniętymi pięściami i chciałem wymierzyć cios, lecz powiedziała do mnie coś co zmieniło mnie od wewnątrz.
- Uderz... i bądź swoim ojcem.- Nie byłem taki jak on! Rozluźniłem ręce, ale adrenalina nadal buzowała w moich żyłach.
- Nie chcę być taki jak on.- wypowiedziałem swoją myśl na głos.
- Mam nadzieję.- odpowiedziała bez namiętnym tonem i ruszyła w stronę domu. Chciałem jeszcze coś jej powiedzieć, więc złapałem ją za rękę i cofnąłem o dwa kroki.
- Coś jeszcze?- spytała znużonym głosem.
- Jeśli chodzi o kłamstwa...- nie pewnie zacząłem, lecz ona mi przerwała.
- Nie- zaczęła ściszonym głosem-Rozmawialiśmy o tym, nie jestem gotowa.
- Ale mi nie chodzi o ciebie, tylko o mnie.- spojrzała na mnie z niepokojem. - Ja też nie powiedziałem ci prawdy...
- Jakiej prawdy? Harry ja cię znam lepiej niż ty sam. Wiem o tobie wszystko. Co lubisz, czego niena...
- Jestem twoim bratem.- wyrzuciłem to z siebie.
- Słucham?!- powiedziała piszczącym głosem.- To niemożliwe - odpowiedziała opadając na leżak stojący obok. Zauważałem jak łzy spływają po jej policzkach. Usiadłem obok niej i zacząłem opowiadać.
- Możliwe. Twoja mama, to znaczy nasza powiedziała mi to cztery lata temu. Mój ojciec ją zgwałcił. To było wtedy, gdy Phill wyjechał. Zaszła w ciąże i postanowiła urodzić. Ale Ben postawił warunek. Wiedział, że gdy twój ojciec się dowie co zrobił, zabije go. Postanowił, że jako matkę podadzą jego żonę, Anne i, że oni mnie wychowają. Oczywiście Emma nie chciała się zgodzić, ale ją zmusił. Nikt nie wie oprócz Em, Bena, Anne i mnie, no i teraz ciebie.- nie mogłem powstrzymać się, żeby ją przytulic. Objąłem ją ramieniem. Musiałem ją wspierać, przecież mnie zawsze podtrzymywała na duchu.
- Nie wiem co powiedzieć.- rzekła śmiejąc się histerycznie.- Muszę to przemyśleć.- oznajmiła i wstała.
- Zostajecie?-spytałem zainteresowany.
- Nie. Mój podopieczny zmarł, muszę wracać, a Liam nie zostanie ,ponieważ nie chce, abym kierowała, poza tym powinien przygotować do sesji, którą ma za dwa dni. 
- Przykro mi. Szczerze nie dziwie się chłopakowi- oznajmiłem z uśmiechem.- Powiesz mu?- dodałem po chwili.
- Dorzucę do teczki o nazwie " Kłamstwa wobec narzeczonego"- po jej postawie widziałem, że jest przytłoczona wszystkim co się wydarzyło. Było mi jej szkoda.
- Zostawiam cię z nią, jeżeli cokolwiek się stanie, masz przejebane-krótko stwierdziła. Pokręciłem twierdząco głową pozostając dalej na dworze. Weszła do domu, a ja zostałem, żeby wszystko przemyśleć, gdy usłyszałem odgłos silnika jedyne co to pomachałem im. Siadłem na leżak, przykładając dłonie do głowy. Pocierałem swoje skronie, myśląc nad moim życiem. Brakowało mi czegoś. Dosyć Styles, ogarnij się i nie zapominaj po co tu jesteś! Wstałem jak poparzony, wpadając do domu. W korytarzu wziąłem dwa wdechy i powoli ruszyłem ku salonowi, gdzie znajdowała się, moja księżniczka. Przeszedłem przez próg, gdzie zaraz ją dostrzegłem. Jej białe ząbki w niewielkim stopniu ukazywały się moim oczom. Uśmiech tak ogromnie rozpromieniał jej twarz, dla mnie był wyjątkowy i mój, tylko i wyłącznie. Podszedłem bliżej i otuliłem dziewczynę, mocno ją do siebie przytulając. Pogłębiałem go coraz mocniej i mocniej z minuty na minutę, brakowało mi tego. Pocałowałem ją czule w usta, tak jak najlepiej potrafiłem, pragnąłem, aby czuła się bezpiecznie przy mnie. -Przepraszam, nigdy więcej to się nie powtórzy księżniczko.- cichutko wyszeptałem jej wprost do ucha. Całowałem ją po linii obojczyka oraz zarysach twarzy. Drobne łzy poleciały z cudownych oczu, spadając w dół. Jedna z nich znalazła się na mojej dłoni. Starłem ją i spojrzałem na Cher, chwytając jej twarz w moje dłonie, otarłem jej łzy, nie chciałem by kiedykolwiek była nieszczęśliwa przy mnie i nie tylko. Wziąłem ją na ręce. Modelka splotła swoje nogi wokół mojej tali, a ręce zarzuciła na szyję, po czym zostawiła trwały ślad na moim karku. Ostrożnie wchodziłem po schodach, nie mogąc oderwać się od dziewczyny, cały czas pogłębiając nasz namiętny pocałunek. Doszliśmy do sypialni, ostrożnie ułożyłem Cher na łóżku i przykryłem kołdrą. 
- Dobranoc skarbie- powiedziałem czule składając ostatni pocałunek na jej niebiańskich wargach. Widziałem, że posmutniała, więc zaraz usiadłem tuż obok niej zmartwiony. 
- Co się dzieje?- otuliłem Cheryl, przyciągając do siebie. Ona jednak nic nie powiedziała, przełożyła nogę nade mną, siadając na moich biodrach. Ułożyłem delikatnie jedną dłoń na miednicy, a drugą na jej plecach, po czym usiadłem. Wpatrywałem się w zranione przeze mnie miejsce na twarzy Edwards. Poczułem jej dłonie ponownie zarzucone na kark, które od razu zdjąłem. Przejechałem ostrożnie po poranionym fragmencie skóry. 
- Cher ja nie chciałem, naprawdę- skrzywdziłem ją. To było coś okropnego widzieć "swoje dzieło". Tym razem role się odwróciły, to ona zaczęła mnie całować, z każdą chwilą coraz czulej. W końcu mocno mnie obięła. 
- Przepraszam- wypowiedziała, ku mojemu zdziwieniu. 
- Księżniczko, nie masz za co, to ja jestem winny. Miałem zamiar kontynuować, jak bardzo mi głupio, lecz nie zdążyłem nic wypowiedzieć, gdyż mnie wyprzedziła. 
- Kocham cię Harry ... 

Tak prezentuje się kolejny rozdział :) Przepraszamy za opóźnienie, następny postaramy się, by pojawił się szybciej. Zapraszamy na ask.fm, gdzie można pozadawać pytania bohaterom. 
A komentarze ... 
Nowe postacie: 
Anne- jest to mama Gemmy, wychowywała również Harry'ego.
Ben- jest ojcem Harry'ego i Gemmy
Emma- jest mamą Zayn'a, Lucky i prawdziwą mamą Harry'ego
Phill- jest ojcem Zayn'a i Lucky 

wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 17

                           17. Cios

   HARRY:
   - Harry to ty zabiłeś własnego ojca- niemrawo powiedziała przyjaciółka. Jej słowa odbijały się w mojej głowie uciekając, a następnie ponownie powracając jak bumerang. Siedziałem z otwartą buzią nie wiedząc jak zareagować, bo przecież niby kiedy miałbym to zrobić? Wszystko wydawało się jakby diametralnie zmienione o 180 stopni. Spojrzałem na jezioro, gdzie znajdowała się Cheryl ucząca się wpływać, była taka radosna. Pomachała do mnie cała roześmiana. Odwróciłem wzrok, tym samym spoglądając na Lucky. Widziałem zmęczenie w jej oczach, wiedziałem co się działo. W końcu postanowiłem wyjaśnić wszystko raz a porządnie.
- Jak to ja? Przecież bym pamiętał!- dałem upust emocjom. Krzyknąłem niezbyt głośno, aby Liam i Cher nie usłyszeli.
- Harry... to było d-dawno i nie rozmawiajmy o tym teraz- spokojnie wypowiedziała się, po czym przeniosła wzrok, po za obręb mojej osoby.
- Kurwa, przestań wszystko odkładać! Mało już osób okłamałaś?! - byłem coraz bardziej zdenerwowany, jeśli można tak to nazwać...wkurwiony, jak w furii. Okropnie irytowało mnie jej zachowanie. Okłamywała wszystkich, najlepszą przyjaciół, Bradley'a, Lottie, Cheryl, własnego narzeczonego i chciała jeszcze mnie?! Jest nie możliwa, po co jej to, przecież prędzej czy później i tak wyjdzie na jaw.
- Zacznę od początku- powiedziała zmarnowana
- Nareszcie!- burknąłem
- Pamiętasz na pewno tych facetów z tatuażami, więc twój ojciec kazał im zabrać ciebie gdzieś, zrobili to. Miejsce było okropnie ciche, ale ty się nie bałeś. Poniżali ciebie, a ty chciałeś udowodnić, że wcale nie jesteś miękkim szesnastolatkiem, wziąłeś narkotyki, pomimo, że nie wiedziałeś, że to one. Zachciało ci się pić, po tak silnej dawce i oczywiście dostałeś picie, lecz pod postacią alkoholu. Mieszanka była zabójcza, zrobiłeś się strasznie agresywny, nic cię w tamtym momencie nie mogło powstrzymać. Byłeś jak maszyna. Nie wiem jak znalazłeś się w domu, pamiętam tyle, że była u was nie zła awantura, Gemma się bała, więc uciekła, zostałam z nią...wszystko jednak widziałyśmy i słyszałyśmy. Wbiegłeś do domu, gdy twój ojciec znęcał się nad mamą. Trzymał nóż w dłoni, który wymierzony był w stronę Anne. Została mocno zraniona narzędziem, straciła przytomność, w końcu nie wytrzymałeś i rzuciłeś się na ojca. Bardzo się bałyśmy, byłeś inny. Nikt nie wiedział co z tobą w tym momencie się działo. Wezwałyśmy pogotowie, twoja mama trafiła do szpitala, resztę powinieneś pamiętać... Harry tak mi przykro- po długiej i wyczerpującej wypowiedzi nie miałem pojęcia jak zareagować, co miałem zrobić w tamtym momencie?! Nie wiedziałem co było gorsze, nie udzielenie pomocy mamie, czy fakt, że jestem mordercą. Szybko podniosłem się z miejsca, opuszczając cudowne miejsce nad jeziorem. Kierowałem się do domu, pozostawiając wszystkich bez żadnego wyjaśnienia. Po pewnym czasie byłem już w domu. Zamknąłem za sobą drzwi, przechodząc do salonu. Usiadłem na kanapę. Złożyłem ręce i przyłożyłem je do twarzy, zasłaniając całą. Nie chciałem płakać, miałem jedynie wstręt do siebie... zawiodłem własną mamę, nic takiego nie stałoby się, gdybym przybył w porę, ona nie leżałaby w szpitalu i ... może teraz byłaby ze mną, tak jak powinna i chciała. Usłyszałem delikatne kroki, maleńkich stópek. Te drobne dźwięki, które tak bardzo lubiłem podążały ostrożnie w moją stronę. Nie zmieniłem pozycji nawet o milimetr. Poczułem czyjeś dłonie, owijające się wokół mojej szyi. Dotyk Cheryl był taki ciepły, a usta złożyły niewinny pocałunek na karku, był tak delikatny i ... nie we właściwym momencie. Odrzuciłem jej ręce, powracając do poprzedniej pozycji kawałek się przesuwając.
- Harry, co się dzieje? - zapytała cichutko, lekko skrępowana. Uniosłem wzrok wyżej, zauważając w jej oczach troskę, która była w zupełności nie potrzebna.
- Wypierdalaj, bo nie mam teraz humoru- warknąłem, po co ona się wpierdala w nie swoje sprawy?! Spojrzałem na dziewczyną, w której oczach pisany był nie wielki strach, ale też rozczarowanie. 
- Martwię się o ciebie Harry, a ty kiedy coś jest nie tak zawsze mnie odpychasz, po czym jak ci minie całujesz mnie, nie powiem to dość oryginalne- rzuciła w moją stronę.
- Nie potrzebuje, aby ktokolwiek się o mnie troszczył, a zwłaszcza taka rozpieszczona suka jak ty!- wykrzyczałem prosto w twarz modelce, nie zważając na jakiekolwiek jej uczucia. Dziewczyna puściła to mimo uszu, odwracając głowę w tył. - A całować mogę kogo chce i kiedy chce, więc nie jesteś mi potrzebna- dodałem po chwili. 
- Wiem jaki jesteś, widzę to, kiedy jesteśmy sami- stwierdziła Cher obejmując mnie od tyłu. Wyrwałem się z jej uścisku wstając.
- Nic o mnie nie wiesz!- wywrzeszczałem w stronę dziewczyny i zamachnąłem się niekontrolowanie pięścią w stronę twarzy modelki. Upadła na podłogę, uderzając całym ciężarem ciała. Nie wiedziałem co robię, czułem się jak w amoku. Stałem wyprostowany wpatrując się w dziewczynę, która płakała i próbowała się podnieść. Nie wzruszyło mnie to. Zabiłem własnego ojca, pobiłem dziewczynę na, której mi zależy. Nie czułem nic, jakby moje serce skamieniało. Najgorsze było to, że czułem jak wszystkie problemy wylały się ze mnie wraz z oddanym ciosem. Odwróciłem się i pośpiesznie wyszedłem na taras, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie patrzyłem, gdzie idę. Wpadłem przypadkowo na Lucky, w ogóle jej nie zauważając. Dziewczyna zmierzyła mnie wzrokiem. Czułem wszystko to, co ona czuła w tym momencie. Stanąłem bez ruchu, zastanawiając się nad swoim zachowaniem. Spoglądnąłem za siebie, by upewnić się, że jestem sam. Nie myliłem się, Lucky była już w domu wraz z Liamem...i Cher! No właśnie Cheryl, po raz kolejny oberwała za coś, co jej w ogólne nie dotyczyło. Usłyszałem cichutki głosik gdzieś we mnie, mówiący "Bądź sobą, nie poddawaj się, daj szanse na odnowienie samego siebie". Co to do cholery jest?! Zwróciłem się w stronę domu, kierując się ku niemu. Napotkałem tuż przy drzwiach Lucky.
- Harry do cholery, czy ciebie nie można zostawić z kimś pod jednym dachem tak, aby był cały i zdrowy?! - wykrzyczała zirytowana Malik. Przyglądałem się dziewczynie przejęty całą sprawą. W końcu to była moja wina.
- Wiem! Rozumiem już! Gdzie jest Cheryl? Muszę ją przeprosić- szybko wydukałem, zmęczony tą sytuacją. 
- Przeprosić?! Kurwa przeprosić?! Jesteś niemożliwy, a Cher jest w środku z Liamem, który opatruje jej to co TY zrobiłeś!- uniosła się Lucky, tym samym podkreślając słowo TY jeszcze wyraźniej. Nie chciałem jej dłużej słuchać, wiedziałem, że źle zrobiłem, ale przecież czasu nie cofnę. Teraz liczyła się tylko Cher, musiałem natychmiast z nią porozmawiać, wyjaśnić wszystko. Odepchnąłem Lu na bok, tak abym mógł dostać się do środka. Nie chciałem, aby to Liam teraz przy niej był. Pragnąłem móc znów poczuć to niezwykłe ciepło bijące od jej ciała, niesamowity uśmiech, który rozpromienia nawet najbardziej chmurne dni, usta tak słodkie jak maliny wczesnym latem i te głęboko niebieskie oczy, w których gubią się moje myśli. Przekroczyłem próg pokoju, po czym ujrzałem modelkę leżącą na łóżku, obok niej był nie kto inny jak Liam, trzymał ją za rękę, sprawdzając temperaturę. Obserwowałem całość z dalszej części mieszkania, chłopak podniósł się i wyszedł, pomyślałem, że to idealny moment, aby wykorzystać go na spędzenie choć chwili z najcudowniejszą dziewczyną chodzącą po ziemi. Zbliżyłem się do kanapy, klękając tuż przy niej. Złapałem maleńką dłoń Cher i otoczyłem ją obiema swoimi, złożyłem delikatny pocałunek na zranionym miejscu na jej twarzy. Szepnąłem ciche przepraszam, gdy ona rozchyliła lekko obie powieki. Po moich słowach jedynie uroczo uśmiechnęła się. Nie wiedziałem jak mam ją przeprosić czy cokolwiek wytłumaczyć, czułem się strasznie, nie wiem jak mogła jeszcze na mnie spojrzeć. Skrzywdziłem ją po raz trzeci. Gładziłem dłonią po włosach Cher, a następnie po policzku. Jej ręka powędrowała do mojej twarzy gładząc raz policzek, ponieważ złapałem jej dłoń i ucałowałem. Moja kochana Cheryl była taka krucha i delikatna. Pragnąłem pocałować ją tak, aby zrozumiała, że nie chciałem tego wszystkiego co zrobiłem. Byłem tak blisko, jednak przeszkodził mi Liam.
- Harry kurwa teraz?!- powiedział zadziwiony chłopak...


Kochani, bardzo przepraszamy za tak długą nieobecność, ale brak internetu robi swoje :/ Ale już teraz jest i mamy nadzieje, że będą częściej, ale pod warunkiem:) Pomyślałyśmy, że liczba komentarzy powinna się równać numerowi rozdziału. Byłoby to rozwiązanie dla nas świetne, a dla was oby też <3 Bardzo prosimy :* 

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 16

      16. II Tajemnica

HARRY:
  Położyłem śpiącą Cher do łóżka i szczelnie opatuliłem kołdrą. Spojrzałem na nią i pocałowałem w policzek. Nie wiedziałem co zrobić z nogą modelki. Poszedłem do łazienki i wyjąłem środki odkażające oraz bandaże. Wróciłem do sypialni i odkryłem zranione miejsce. Starannie obmyłem krew i zawiązałem opatrunek. Nie wyglądało źle, więc nie było potrzeby jechać do szpitala. Zszedłem na dół i wstawiłem wodę na herbatę. Byłem wykończony dzisiejszymi wydarzeniami. Gdy czajnik zaczął gwizdać wyjąłem kubek z szafki, wrzuciłem torebkę i zalałem wrzątkiem. Usiadłem przy stole stawiając napój. Oparłem się na ręku i mimowolnie moje oczy się zamknęły, gdy usłyszałem dźwięk swojego telefonu. Wyjąłem iPhone z kieszeni. Na wyświetlaczu pojawił się bardzo dobrze znane mi imię choć niekoniecznie przynoszące szczęście.
- Słucham.- powiedziałem do słuchawki.
- Znalazłeś ją ? Błagam powiedz, że jest cała.- odpowiedziała zdenerwowana Lucky.
- A gdzie przywitanie. "Cześć Harry co tam u ciebie?"- droczyłem się z nią. Była to jedna z moich ulubionych zabaw.
- Nie denerwuj mnie.- powiedziała przez zaciśnięte zęby. Była bardzo zła.
- Wszystko jest dobrze. Znalazłem ją w lesie, pewnie się zgubiła. Zraniła się w nogę, ale doktor Harold się nią zajął.- nie mogłem powstrzymać uśmiechu.- Twoja wizyta jest aktualna?- spytałem z nadzieją, że odpuści.
- Chyba żartujesz. Muszę zobaczyć czy nie rozwaliłeś domu.- nie odpuściła.- muszę kończyć, bo Liam ma wieczorem pokaz, więc przyjedziemy rano. Dobranoc.- pożegnałem się ciepło z dziewczyną i odłożyłem telefon. Dokończyłem herbatę i włożyłem naczynie do zmywarki. Gdy położyłem się na sofie usłyszałem głośny krzyk. Zerwałem się i pobiegłem do sypialni. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Cher, która rzucała się na łóżku. Złapałem ją za ramiona, zacząłem nią potrząsać i krzyczeć jej imię, aby się obudziła. Otworzyła powieki i szybko się podniosła. Miała łzy w oczach. Nie wiedziałem co robić. Domyślałem się o co chodzi. Usiadłem obok niej i czekałem. Nic nie mówiłem, ani nie zrobiłem żadnego gestu. W końcu Cher spojrzała na mnie i spytała słabym głosem " przytulisz mnie?". Był to dla mnie oczywisty znak. Nachyliłem się i objąłem dziewczynę. Poczułem ciepło jej ciała. Czułem ulgę, gdy była obok mnie. Zrozumiałem coś do czego nie chciałem się przyznać.

CHERYL: 
  ,, Biegnę, biegnę cały  czas. Nie mam już siły. Potykam się. Chcę zobaczyć bliskich. Nie wiem gdzie są. Gdy odwracam głowę w stronę kierunku biegu widzę go. Zaczynam piszczeć." Obudził mnie krzyk Harry'ego. Poczułem jego dłonie na swoich ramionach. Otworzyłam zapłakane oczy i usiadłam. Nie patrzyłam na niego. Odwróciłam wzrok, aby się uspokoić. Przysiadł na krawędzi łóżka i czekał na mój ruch. Po chwili zrozumiałam, że go potrzebuje. Spytałam go czy mnie przytuli. Objął mnie, a ja wtuliłam głowę w jego nagi tors. Po dłuższym czasie oddaliłam się lekko. Spojrzałam mu w oczy. Były spokojne i zatroskane. Uśmiechnęłam się nieśmiało. 
- Zostaniesz ze mną na noc.- spytałam skrępowana. Zauważył to, bo tylko pokazał swoje dołeczki. Położył się koło mnie i otulił mnie ramieniem. Gdy zasypiałam usłyszałam ciche chrapanie Harry'ego. Uśmiechnęłam się pod nosem. Zasnęłam.

                              *   *   *

Ding, Dong. Ding, Dong. Obudził nie dzwonek do drzwi. Zerwałam się i zerknęłam na zegarek. Wskazywał 10.00 rano. Pobiegłam do drzwi. Otworzyłam je, ale nikogo za nimi nie było. Przestraszyłem się. Poczułam czyjeś palce na biodrach. Odskoczyłam z krzykiem i usłyszałam śmiech. Odwróciłam się. Ujrzałam uśmiechniętą twarz Lucky. Podeszłam do niej z poważną miną, ale ona się nie nabrała tylko mnie ciepło przytuliła, a ja to odwzajemniłam. 
- Co ty tutaj robisz?- spytałam przyjaciółkę. Byłam zdziwiona jej wizytą.
- Harry ci nie powiedział, że przyjadę.- spytała dziewczyna z podejrzaną miną.
- Pewnie chciał zrobić mi niespodziankę.- stwierdziłam. 
- Ktoś tu o mnie zapomniał?- Usłyszałam znajomy głoś. To był Liam, który pewnie stwierdził, że mamy za dużo jedzenia. Wyjął połowę lodówki z zamiarem przygotowania  śniadania. Uśmiechnęłam się ciepło do chłopaka i pomyślałam jakim cudem on ma taką sylwetkę, przecież on więcej zjada od 50 osób. Podeszłam do niego, aby mu pomóc zostawiając Lucky na korytarzu. 
- A gdzie ty masz Harry'ego?- spytała zażenowana zachowaniem narzeczonego dziewczyna. 
- Na górze. Pewnie jeszcze śpi.- odpowiedziałam zajęta smarowaniem tosta dżemem. Poszła na górę, a ja patrzałam na Liama, który próbował obrócić naleśnika na patelni. Podrzucił placek chcąc popisać się swoimi umiejętnościami, lecz zamiast na naczynia naleśnik spadł mu prosto na twarz. Zaczęłam głośno się śmiać, a on razem ze mną. Zdjął swoją ,, maskę" z twarzy i wyrzucił do śmieci. Nalewał kolejną warstwę, gdy z góry zszedł Harry i Lucky, która podeszła do fotografa i objęła go od tyłu czule całując. Gdy spoglądałam na scenę, która się rozgrywała się przede mną poczułam czyjeś ręce na mojej talii oraz ciepły oddech na karku. Odwróciłam głowę. Musnął moje wargi swoimi. Czułam motyle w brzuch. Pogłębialiśmy pocałunek, lecz przerwało nam kaszlnięcie. Szybko oderwałam swoje usta od Harry'ego i spojrzałam na przyjaciół. Patrzeli na nas z uśmiechem, a Liam mrugnął do nas. 
- Jakieś pomysły na dzisiejszy dzień?- spytała wszystkich Lucky.
- Może pójdziemy na spacer.- zaproponował fotograf. Popatrzeliśmy na siebie i stwierdziliśmy, że mamy dosyć lasu nawet jeśli go dobrze zna. 
- Plaża? Ktoś mnie nauczy pływać.- zaproponowałam. Wszyscy się zgodzili, a że moja noga wyglądała nie najgorzej już po godzinie byliśmy gotowi. Prowadzili chłopacy. Szli kawałek dalej i byli zajęci rozmową , więc mogłam spokojnie porozmawiać o tym co zaczęłam czuć do Harry'ego. Opowiadałam jej wszystko. Jak czułam się pod czas pierwszego pocałunku. Powiedziałam jej, że go uderzyłam, a ona nic. Słuchała mnie i nic nie mówiła. Więc kontynuowałam. Kiedy skończyłam spojrzała na mnie tymi swoimi dużymi oczami, jakby chciała mnie przejrzeć. 
- Posłuchaj jeśli coś do niego czujesz to spróbuj, ale ostrzegam cię. Harry w przeciwieństwie do ciebie miał dużo partnerek. Potrafi zranić, a nie chcę byś zraziła się do facetów przez takiego dupka. Wiem, że mówię o swoim przyjacielu, lecz taka jest prawda. Widziałaś jaki potrafi być wybuchowy, ale to nie jego wina. Pamiętaj, że cię ostrzegałam. Dobrze?- spojrzała na mnie czujnym wzrokiem. 
- Jasne. Będę uważać.- uśmiechnęłam się do niej, a ona odwzajemniła go. Doszliśmy do plaży na której były ze dwie osoby. Spojrzeliśmy pytająco na Liama, a on zapytał na czy widzieliśmy tutaj jakieś inne domy po drodze. Gdy odpowiedzieliśmy, że raczej nie powiedział, że w tej okolicy nikt nie mieszka i nie znają tej plaży. Znaleźliśmy odpowiednie miejsce i rozłożyliśmy rzeczy. Usiadłam na koc, a obok mnie Luck. Można było się spodziewać, gdzie pójdą chłopacy. Jezioro. Wskoczyli do niego jak małe dzieci, które są pierwszy raz na plaży. Była piękna pogoda, słońce świeciło. Po prostu idealna aura na opalanie. Zamknęłam oczy i pozwoliłam, aby promienie muskały moją skórę. 

HARRY:
   Gdy wskoczyłem do jeziora poczułem jakbym się w niej urodził. Kochałem pływać. Woda sprawiała jakby wszystkie problemy odpływały wraz z falami. Wygłupiałem się z Liam'em. Gdy spojrzałem na niego nie rozumiałem dlaczego Luck ukrywa całe swoje poprzednie życie. Był bardzo wyrozumiały. Gdy tylko poruszałem ten temat ona zaraz go kończyło. Pomyślałem, że taka pogoda jak teraz sprawi, że będzie chciała pogadać. Musiałem spróbować. Pomagała każdemu tylko sobie już nie umiała. Podpłynąłem do Liama i spytałem czy może nauczy Cher pływać. Chciałem sam to zrobić, ale nie miałem pomysłu jak odciągnąć ich od  Lucky. Powiedział, że nie ma sprawy i wyszliśmy z wody. 
- To co gotowa na naukę?- spytał fotograf, gdy tylko podeszliśmy do dziewczyn. Cheryl otworzyła i z uśmiechem podała rękę chłopakowi. Idąc do wody spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, a ja zerknąłem na Luck. Odwróciła głowę, a ja zobaczyłem w nich... zazdrość? Uśmiechnąłem sie pod nosem i usiadłem obok przyjaciółki. Patrzyłem na nią nie wiedząc jak rozpocząć rozmowę. W końcu wykrztusiłem.
- Kiedy powiesz im prawdę?- spytałem udają pewny ton. Zerknąłem kontem oka jak zareaguje. Widziałem na jej twarzy zdziwienie.
- Powiem jeśli uznam to za słuszne.- odpowiedziała twardym tonem, który zawsze kończy rozmowę, ale nie tym razem. 
- Masz zamiar ich okłamywać. I co? Ukryjesz to przed nimi? Jestem ciekawy jak? Sprawy się komplikują. Sama wiesz kto ma inne plany. Okłamujesz już wszystkich. A co powiedziałaś... Nie przerywaj.- powiedziałem, gdy zobaczyłem jak otwiera usta, aby coś powiedzieć.- Co powiedziałaś Liamowi jak wybili wam szybę? 
- Że to pewnie jacyś chuligani.  Wiem, że coś kombinuje i odkryje to za nim zmusi mnie, żebym im powiedziała prawdę. Wiesz co? Zastanawiałam się dlaczego mu tak na tym zależy. W końcu zrozumiałam. Chce żeby wszyscy mnie opuścili. Bo wtedy będzie mógł mną dyrygować, bo będę sama.- zacząłem nad tym myśleć. Przecież ja o wszystkim wiem, chyba że...
- Mnie też okłamujesz. Prawda?- stwierdziłem zszokowany. Spojrzała na mnie z przerażeniem. Po jej minie mogłem wnioskować, że dopiero teraz zrozumiała co mi powiedziała.
- Harry, ja..- zaczęła się tłumaczyć, ale jej oczy mówiły same za siebie. Okłamywała mnie jak wszystkich. Nie byłem wyjątkiem. Miałem wielką gulę w gardle. Spojrzałem jej w oczy, z których zaczęły skapywać łzy.
- Powiedz mi. Chce wiedzieć.- rzuciłem. Zdziwiłem się ze swojego tonu. Był wredny i oschły. Nigdy tak do niej nie mówiłem.  Nie odrywałem wzroku od małej postaci siedzącej przede mną.
- Ale to cię zaboli. A ja nie chcę żebyś się czuł tak jak ja.- jej głos był słaby, zmęczony. Jakby męczyły ją kłamstwa.
- Zaboli jeśli mi nie powiesz. Zresztą i tak już wiem, że coś ukrywasz.- powiedziałem już trochę łagodniejszym tonem. 
- Na pewno?- upewniła się. Machnąłem głową. 


- Harry. To ty zabiłeś własnego ojca. 


Tadam. Nowy rozdział.KOCHANI przepraszam, że tak długo. Dziękujemy za komentarze pod ostatnim rozdziałem. Mamy nadzieję, że pod tym będzie jeszcze więcej. :) Zapraszamy na ask.fm