poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 30

*Informacja na dole 
                                                    30. Ona
HARRY:
Zaczął się maraton, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Pójdę otworzyć- powiedziałem, jednocześnie podnosząc się z kanapy. Ucałowałem czule czoło Cher, po czym ruszyłem ku miejscu, z którego dobiegało pukanie. Jednym, delikatnym szarpnięciem otworzyłem drzwi , moim oczom ukazała się Rose! Od razu pchnąłem ją lekko w tył, tak by znalazła się poza domem. Także wyszedłem, tym samym zamykając za sobą drzwi.
- Co ty tutaj robisz? – spytałem niepewny do końca swoich emocji.
- Tak się teraz witamy? Nie ważne, Harry kochanie mam problem. Przyjechałam tutaj jak najszybciej mogłam. Ktoś wybił szybę w mojej piwnicy, nie wiem co robić- dziewczyna zbliżyła się do mnie, po czym położyła mi ręce na szyi. Nie miałem pojęcia, jak powinienem zareagować.
- Niech będzie, zaraz to sprawdzę. Poczekaj w aucie, ja poprowadzę- Tak też zrobiła.
Wszedłem do domu, ostrożnie zamykając drzwi.
- Kto to był Harry?- Cher zapytała mnie, a na jej twarzy rozbłysnął cudowny uśmiech, przepełniony jednocześnie bólem, jak i uczuciem, które próbowało się wydostać spod zakrywającej maski.
- Trener. Muszę szybko jechać z nim…Pat…Patric się mocno rozchorował, muszę go dzisiaj zastąpić w walce. Wrócę za godzinę lub dwie. Do zobaczenia kochanie- machnąłem do niej i posłałem buziaka. Z wieszaka zdjąłem kurtkę i wyszedłem z domu. Kierowałem się do auta. Usiadłem na miejsce kierowcy.
- Mam do dwóch godzin, więc się spieszmy- rzuciłem słowa ku dziewczynie i odpaliłem silnik.
- Ona daje ci czas?- zakpiła, odrzucając w prawą stronę włosy i ponownie na mnie spojrzała.
- „Ona” ma imię, nie chcę ci więcej poświęcić i nie mam zamiaru się tłumaczyć- Rose odwróciła wzrok w przeciwnym kierunku. Prowadziłem auto, ale również rozglądałem się, w którym momencie powinienem skręcić w dobrą uliczkę, by jej nie przegapić.
- Mieszkacie razem? – zapytała mnie i wskazała miejsce, w które powinienem skręcić.
- Nie rozmawiajmy o mnie i Cher – oschle powiedziałem. Szepnęła ciche „dobrze” i rozmowa się urwała. Dojechaliśmy. Zaparkowałem auto, po czym zgasiłem silnik. Wysiedliśmy z pojazdu. Rose podeszła do mnie i przytuliła się. Ciche „boję się” wyparowało z jej ust. Jednym zwinnym ruchem oderwałem ją od siebie, po czym przyłożyłem dłoń do policzka dziewczyny.
- Jest dobrze, sprawdzę i po sprawie- kiwnęła głową, po czym uroczo się uśmiechnęła. Nie uroczo Styles! Nie!  Wszedłem do mieszkania, kierując się do piwnicy. Zszedłem po schodach w dół. Okno było lekko uszkodzone. Widniała niewielka dziurka, przed którą wpadało wilgotne powietrze. Ostrożnie pozalepiałem je, by mogło przetrwać noc, nie wprowadzając zimna do pomieszczenia. Wszelkie szczelności były w porządku, więc mogłem wracać. Pokierowałem się do salonu, gdzie została Rose.
- Wszystko jest okej- powiedziałem, a dziewczyna rzuciła mi się na szyję, dziękując.
- Bardzo ci dziękuje, bardzo!- dała mi buziaka w policzek. Uśmiechnąłem się i miałem już wracać do domu. Odwróciłem się i poprawiłem kurtkę.
- Harry?
- Tak?- spytałem, odwracając się z powrotem twarzą do niej.
- Boję się, że ci ludzie wrócą- zaczęła szlochać- Proszę, zostań…- łzy leciały jej całym ciągiem.
- Heeej, nie płacz. Jestem tutaj i …zostanę. Przytuliłem ją. Rose zrobiła mi herbatę, po czym poszła do łazienki. Oglądałem film, który zacząłem wcześniej z Cheryl. Nagły dźwięk telefonu zmusił mnie by przeczytać treść wiadomości
„ Harry wszystko dobrze? Tęsknie za tobą.  Minęło już półtorej godziny. Co jest? Cher x ”
„ Cher, mamy imprezę. Już po bitwie. Wrócę rano. H x”
- Harry?- odwróciłem się, a Rose kroczyła w moją stronę okryta jedynie szlafrokiem- Wiem, że było źle, ale tęsknie za tobą. Wszystko  może się zmienić skarbie- usiadła na oparciu kanapy, na której siedziałem. Nagle namiętny buziak zbliżył nas, poczułem to, czego mi brakowało. To co czułem, gdy się dopiero poznaliśmy. Ogromnie ją kochałem, tylko ją jak nikogo innego. Teraz nie potrafię. Wstałem i jak najszybciej zdjąłem koszulkę. Zacząłem namiętnie całować Rose, pozostawiając mój ciuch na podłodze w salonie. Dotykałem ją, a ona mnie. Pamiętałem to, było prawie jak wcześniej, ale lepiej. Wchodziliśmy po schodach na górę, powoli zdejmowałem szlafrok z ciała ślicznej dziewczyny.
 - Harry- sapała moje imię. Nic więcej nie zdołała z siebie wykrztusić. Brakowało mi czyjejś bliskości, a kochałem tą dziewczynę… ogromnie, prawdziwie. Potem się zepsuło. Weszliśmy do łazienki. Nie miałem już na sobie spodni, a ona pozbyła się jedynego okrycia , trzymałem ją na rękach, a dłonie zaś spoczywały na jej pośladkach. Weszliśmy wspólnie pod prysznic. Postawiłem ją przy ścianie i puściłem ciepłą wodę. Nabrałem płynu na dłoń, po czym namydlać całe jej ciało, co chwila składając gdzieś pocałunek. Po czasie to samo zrobiła ona, wtulając się w mój tors. Po pieszczotach spłukaliśmy z sobie nawzajem pozostałości po pianie i zaczęliśmy wychodzić z pod przyjemnego miejsca. Leżałem na łóżku sypialnianym wraz z Rose u boku. Uroczo wyglądała, gdy sobie spała. Postanowiłem zrobić to samo, oddałem się w krainę Morfeusza 
     ***
CHERYL:
Harry musiał jechać… niestety, ale rozumiałam praca to praca. Leżałam samotnie na kanapie przez dłuższą chwilę. Film ciągnął się i ciągnął. Huk! Usłyszałam huk! Przestraszyłam się. Od razu napisałam sms do Harry-ego
„ Harry ktoś jest koło domu! Wracaj proszę cię”  
Nie odpisał… Zadzwoniłam do Niall’a.
- Niall boje się, ktoś jest tutaj… Harry jest nie wiem gdzie- powiedziałam, gdy tylko usłyszałam szepty po sygnale.
- Nie bój się śliczna, zaraz postaram się być. Rozłączyłam się. Kolejne pukania i szepty jeszcze bardziej mnie przestraszyły. Pobiegłam do schowka pod schodami. To było straszne, dzwoniłam do Harry’ego jeszcze kilka razy. Dalej nie odebrał… bałam się ogromnie… czas płynął zbyt wolno
                                                                        * * *
HARRY:
Obudziłem się, a obok mnie nikogo nie było.
- Hej kochanie!- nagle dostałem buziaka w policzek. Sprawcą tego była Rose. Czarna koszula nocna, czerwone usta i idealnie rozczesane włosy, jak na poranek wyglądała pięknie.
- Która godzina? – spytałem
- Dochodzi dziesiąta- uśmiechnęła się
- Słucham?! Dziesiąta?!- od razu zerwałem się z łóżka i  zacząłem zbierać ciuchy z całego domu. W między czasie sprawdziłem telefon, na którym były nieodebrane wiadomości i połączenia. Wyszdłem biegiem z jej domu.
- Harry!
-  Zadzwonię!- krzyknąłem i ruszyłem do domu, gdzie wczoraj pozostawiłem Cher. Po dwudziestu minutach dotarłem na miejsce, pod dom. Otworzyłem drzwi i czym prędzej wszedłem do środka.
- Cheryl?!- zawołałem. Zza rogu wyłoniła się postać dziewczyny, z niepewną miną.
- Co się stało kochanie?- zapytałem i rozłożyłem ręce. Ona jednak nie odpowiedziała. Czułem się dziwnie. Podeszła do mnie i bardzo delikatnie, lecz zachłannie przytuliła się.
- Bałam się, oni chyba wrócili. Dzwoniłam do ciebie- widziałem jak pojedyncze łzy zaczęły spływać po policzkach mojej księżniczki.
- Co ty mówisz? – nie do końca wiedziałem, o co jej chodzi.
- Harry, co to jest…?- wskazała na mój policzek. Podszedłem do lusterka i ujrzałem czerwoną plamę na nim. To szminka Rose, nie mogłem powiedzieć tego Cher.
- To jest … pewnie po winie skarbie- wymyśliłem na poczekaniu.
- Potrafię rozróżnić wino od tej konsystencji Harry … - była poważna – czym się ubrudziłeś wariacie? – uśmiechnęła się, mimo że widziałem, że nie chce powiedzieć mi tego co się wydarzyło, gdy nie było mnie. Huh! Nie domyśliła się, to było moim priorytetem. Na szczęście!  Głupio było mi ją okłamywać, ale nie chciałem stracić tej dziewczyny.

- Opowiedz co się stało kochanie. Przepraszam, że nie było mnie przy tobie- otuliłem ją ramieniem, a za rogiem salonu pojawiał  się … Niall?! Nie mogłem wyjść z podziwu z tego co zobaczyłem. Co on tu do cholery robił?! Spojrzałem na Cher, która stała i najnormalniej w świecie nie była nawet przejęta tym, że jestem tutaj i on też jest. Wpatrywaliśmy się w siebie, a ja nie wiedziałem o co chodziło i jak do tego doszło, naszą ciszę przerwał nie kto inny jak ... 



Tak prezentuje się rozdział 30 ! Zdziwieni? Czekam na komentarze, ponieważ nie było ich wystarczająco ... Sądzę, że parę osób chciałoby wygarnąć Harry'emu lub Rose, więc koniecznie zapraszam na ask.fm !!! Kocham was ogromnie i dziękuje tym prawdziwym osobom, które są i piszą kom, czytają bloga, polecają innym, zadają pytania i rozmawiają na ask.fm z bohaterami <3 Jesteście najlepsi ! Jeśli są błędy, to ogromnie przepraszam, ale pisany był na telefonie :)
? +kom = next 

sobota, 1 listopada 2014

Rozdział 29

                                                    29. Lepiej razem 


HARRY:
-Teraz?! -wstałem z łóżka
-Kurwa teraz?! Wkurwiasz mnie, rozumiesz? To było dwa tygodnie temu! -gestykulowałem chodząc w kółko, co chwile spoglądając w stronę ogromnego okno
-Gwałt, wiem że to okropne, domyślam się jak się czułaś, czujesz, ale ty nawet kurwa sobie nie dajesz pomóc. Wielka pani Cher kurwa nie dotykać, bo się wścieknie. Nigdy bym cię nie zranił, wiesz o tym- skończyłem, byłam okropnie zdenerwowany. Wpatrywałem się w skuloną postać dziewczyny, w krótkich szortach i koszulce, która zasłaniała swoje ciało coraz bardziej, gdy jej twarz spuszczona była w dół, a ręce okalały samą siebie.
- Właśnie to zrobiłeś- dziewczyna wstała z miejsca i wyszła z pokoju. Podszedłem do zatrzaśniętych drzwi i mocno uderzyłem w nie pięściami. Nie wyszedłem. Usiadłem jedynie na łóżku i siedziałem, tak po prostu. Pełno myśli krążyło w mojej głowie, może zbyt dosadnie jej wszystko powiedziałem? Ale przecież chciałem by dowiedziała się, że naprawdę brakuje mi nas. Szybko zerwałem się z łóżka, po czym ruszyłem w stronę salonu, aby napić się czegoś mocniejszego. Po zejściu ze schodów zauważyłem na sofie nie wielką postać, ktora szlochała. Przysiadłem na rogu kanapy.
- Dlaczego beczysz? - zapytałem ją.
-Nie ma co płakać, chciałem żebyś zrozumiała, że brakuje mi ciebie, brakuje mi nas. To co się stało, nie odstanie się. Trzeba iść dalej, małymi kroczkami- najbardziej łagodnie jak tylko potrafiłem wyjaśniłem to co czułem, a chciałem by było zmienione. Na moje słowa dziewczyna zaczęła bardziej płakać. Powoli podnosiłem się z kanapy, by w końcu móc się czegoś napić. Poczułem ciepło na swojej dłoni, odwróciłem się. Cher trzymała moją rękę w obu swoich i wypatrywała się wielkimi oczami w moje. Mimika mojej twarzy stała się neutralna, trochę olewająca. Uniosłem brwi, by zaczęła mówić.
- Małe kroczki ... - delikatnie się uśmiechnęła, po wypowiedzeniu dwóch słów. Skinąłem głową i uśmiechnąłem się. Może coś się zmieni. Moja dłoń została uwolniona, chciałem już odejść...
- Harry? Mógłbyś mnie przytulić? Potrzebuje tego, potrzebuje ciebie- po jej słowach, nie wiedziałem co mam dalej zrobić. Jeśli miałbym przytulać ją dla przymusu, to po co.
- Jesteś pewna?- wolałem się upewnić niż potem oberwać.
- Jestem pewna. - łagodność jej tonu, aż rozbrzmiewała, co bardzo mnie zaskoczyło. Bez problemu podszedłem do Cher, a gdy poczułem ją w swoich ramionach, wiedziałem, że była moja i już nikt, nigdy jej nie skrzywdzi. Trwaliśmy w mocnym uścisku, złączeni ze sobą bardzo długo.
- Wracaj do spania księżniczko- powiedziałem i ruszyłem do kuchni, automatycznie przerywając naszą dobrą chwilę, nasz mały kroczek.
- Poczekam na ciebie - spojrzałem na nią, tym samym upijając łyk wody, którą wcześniej nalałem do kubka.
- Ja śpię tutaj, dobranoc- kolejny łyk dodał mi orzeźwienia, lecz dalej byłem oschły w stosunku do niej.
- Nie chcę być tam sama. Zostanę tu z tobą.- spuściła głowę w dół. Czyżby bała się spać bez światła, lub beze mnie?
- Wyp... Niech ci będzie - rzuciłem ku niej słowa, po czym ruszyłem do sypialni. Położyłem się na łóżka, zajmując jedną połowę. Cheryl stała koło drzwi i spoglądała w moją stronę, po chwili przysiadła na brzegu łóżka i tak została.
- Położysz się? - była jakaś dziwna, chciałem dowiedzieć się, o co chodzi.
- Tak, już się kładę. Harry mogę się do ciebie mocno przytulić? - na jej słowa mocno otworzyłem oczy. Dlaczego o to pytała? Zawsze może, kiedy tylko chce. Natychmiast otuliłem ją całym sobą. Kciukami otarłem jej łzy, które mimowolnie zaczęły spływać po policzkach.
- Przepraszam cię, tak bardzo cię przepraszam. Ja nie chciałam. Ty miałeś być tym pierwszym i tym ostatnim, a oni ... - więc to tak bardzo raniło ją od środka.
- Cheryl to się skończyło, jesteśmy teraz my. Nie przepraszaj, nie masz za co.Trzeba pójść spać kochanie. - położyliśmy się. Otuliłem jej ciało i pocałowałem w czoło, a następnie w policzek. Czułem jaka jest spięta, ale nie odpuszczałem. Musi się przyzwyczaić. Po czasie sama wtuliła we mnie całą siebie. Tak miało zostać już do końca.
                                                                              * * *
CHERYL :
 Twardo spałam, pomimo drobnych strachów, które objawiały się w moich snach, na szczęście przelotnie. Teraz chciałam obudzić się obok Harry'ego, jak za każdym razem, aby było tak codziennie. Otworzyłam oczy i nie było go tam. Obróciłam się na drugą stronę, ale tam też było pusto. Nagle coś zaczęła spadać mi na twarz i całe ciało. Było to niewielkie i całkiem przyjemne, różowe, czerwone i białe kolory pięknych płatków róż, uroczo opadły na mnie oraz miejsca obok, pozostając tam. Tuż za tym wszystkim stał Harry w bokserkach, uroczo się uśmiechając i wysypując do końca płatki róż.
- Dziękuje ci bardzo, ale wolałabym obudzić się przy tobie- puściła mi całusa.
- Nic straconego. Zamknij oczy- czułam jak wgramolił się na łóżko, więc otworzyłam oczy i spojrzałam w jego stronę.
- Dzień dobry kochanie- przywitał mi i dał soczystego, a za razem namiętnego buziaka w policzek.
- Dzień dobry kochanie- odpowiedziałam i zrobiłam to samo. Leżeliśmy tak jeszcze chwile, a dłoń Harry'ego głaskała mój policzek. Było wręcz idealnie.
- Wstawaj! Śniadanie czeka, a potem przychodzi Liam i Lucky. Dawno się nie widzieliśmy. nie rozmawialiśmy. Na wieczór oglądamy filmy tutaj lub idziemy do kina. - potaknęłam głową i zebrałam się, byśmy mogli zejść na dół. Byłam zadziwiona tym, co przygotował. Wszystko wyglądało idealnie. Zasiedliśmy do uczty. Karmiliśmy się nawzajem i jedliśmy także samodzielnie. Wyglądało to trochę jakbyśmy byli szczęśliwym małżeństwem z dziesięcioletnim stażem.
                                                                       * * *
Nakrywałam stół wraz z Harrym, ponieważ niedługo mieliśmy spodziewać się gości. Serwetki, talerze, sztućce, kubki oraz miski z jedzeniem stały już na stole. Podeszłam do Harry'ego i przytuliłam się mocno do niego, bardzo mi tego brakowało. Uwielbiał czuć jego ciepło, bliskość. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo go kocham i potrzebuje.
- Co się dzieje kochanie? - zapytał i położył dłonie na moich biodrach i obrócił tak, by stać za mną i obejmować od tyłu moje ciało.
- Kocham cię Harry, szczerze i prawdziwe, wiesz? - Obróciłam się w jego stronę, a ręce przełożyłam na szyję chłopaka, który szepnął po cichu moje imię.
- Straciłam ciebie, a ty mnie na pewien czas i... I wszystko zrozumiałam. - zamknęłam oczy i zatonęłam w pocałunku, namiętnym i przepełnionym ogromnym, gorącym uczuciem. Dzwonek do drzwi przerwał naszą prywatność. Poszliśmy otworzyć, trzymając się za ręce. Naszym oczom ukazała się para Liama i okrąglutkiej Lucky. Przywitaliśmy się, a następnie wszyscy zasiedliśmy za stołem. Toczyły się wszelkie rozmowy, na różne tematy. Czułam Harry'ego rękę pod stołem,która spoczywała na moim kolanie, a druga obejmowała moje plecy.
- Jesteście uroczy - powiedziała Lucky i uśmiechnęła się, a my wraz z nią uśmiechając się do siebie nawzajem. 
- Powiem wam jeszcze, że jestem w 6 miesiącu ciąży. Zmieniłam lekarza, który mnie uświadomił, to straszne...- bardzo się zdziwiłam na słowa Lucky. Przytyła o wiele, lecz nie sądziłam, iż zostały jej ostatnie trzy miesiące nim maleństwo się pojawi. Poprzedni ginekolog całkiem nieźle wprowadził ją w błąd.
- Lucky to niesamowite, serdecznie wam gratulujemy kochani! - nie miałam pojęcia co powiedzieć.
- Mamy do was pytanie, czy zgodzicie się zostać rodzicami chrzestnymi? - tym pytaniem wywołała głośny śmiech Harry'ego. Łokciem trąciłam go w ramię, dając znak, że to nie pora na żarty. Odchrząknął
- Oczywiście - poważnym akcentem zabrzmiał jego głos, co wydawało się niesamowicie komiczne, nie tylko dla mnie. Chłopcy poszli na sofę i przy piwku oglądali mecz, podczas gdy my wprawiłyśmy się w rozmowę na temat dodatków do dziecięcego pokoiku.

- Liam! - Lucky zwróciła się do narzeczonego, chcąc uświadomić mu, że jest zmęczona i chciałaby wracać. 
- Zbieramy się kochanie- udając się do drzwi, Harry podał płaszcz każdemu z nich. Wrócił do mnie, po czym otulił ramieniem. Pożegnaliśmy się i wspólnie usiedliśmy na sofę. Chłopak posadził sobie moje ciało na swoich kolanach, pokazując jak bardzo jest z tego dumny. 
- Wstawaj! Musimy posprzątać- utwierdziłam go. Dałam mu buziaka i podniosłam się. Wspólnie wkładaliśmy naczynia do zmywarki, a pozostałości po jedzeniu wyrzucaliśmy lub chowaliśmy do lodówki. Harry wyjął z szafki szampana wraz z dwoma kieliszkami i zaczął przygotowywać miejsce na nasz dzisiejszy seans. Postanowiłam odświeżyć się i przebrać w coś odpowiedniego. Pod prysznicem spędziłam dobre pół godziny. Rozczesałam starannie włosy, będąc ubrana w czarne króciutkie spodenki, czarny top oraz długi, czarny, satynowy szlafrok. Zeszłam na dół. Wokół sofy, szafeczkach jak i innych wolnych miejscach stały świeczki, które nadawały uroku, nastroju oraz romantyczności. Na kanapie pośród wielu poduszek leżały koce. Podeszłam do Harry'ego i wtuliłam w niego. 
- Jesteś wspaniały. Kocham cię, dziękuje- pocałowałam go w policzek i spojrzałam w oczy.
- Małe kroczki skarbie - uśmiechnęłam się do niego, zaraz po tym jak musnął mój nos. Usiedliśmy na sofę wypełnioną poduszkami, przytuliliśmy się do siebie nawzajem i okryliśmy kocami. Każdy z nas miał kieliszek z winem. Zaczął się nasz maraton, kiedy ... 

Kochani, tak prezentuje się kolejny rozdział 
12 lub więcej kom = next 
ask.fm -----> zapraszamy !! 

sobota, 25 października 2014

Rozdział 28

   28.Powrót?

  Jak to wiesz, kto ją skrzywdził?-  Nie wierzyłam w jej słowa. Ponownie usiadłam na miejsce. 
- Po prostu. Byłam wtedy w tym domu. Swoją drogą Harry jest naprawdę naiwny. Gdy zadzwoniłam do niego cztery miesiące temu uwierzył mi, że jestem grzeczna. -  błyskawicznie zmieniła temat. Zaczęłam wątpić czy cokolwiek wie. 
- Dorzeczy.
- Nie domyślasz się? Kto wam tak ochoczo pomagał? Kto namówił resztę żeby ją porwać na twoich oczach?- jej pytania zaskoczyły mnie. 
- Ojciec?- pomyślałam, lecz gdy spojrzałam na Rose domyśliłam się, że powiedziałam to na głos.
- On zabronił im ją tknąć. Przeceniasz go. Pomyśl, ale w innej kategorii. - powiedziała z tajemniczym spojrzeniem. Jej oczy błyszczały z napięcia. Mój umysł pracował na najwyższych obrotach. Kto mógł zrobić tak potworną rzecz?
- Chris.- nie wiedziałam dlaczego wypowiedziałam to imię. Nigdy mu nie ufałam. Spojrzałam na Rose, a ona uniosła kąciki ust. 
- No nareszcie. Nie powiem, długo ci to zajęło.- Cały czas uśmiechała się tym swoim zadziornym uśmiechem.
- Niemożliwe. Przecież on nam pomagał.- nie mogłam uwierzyć, że to on. Nie podejrzewałabym go. 
- Nie bądź głupiutka. Pomyśl, niezałatwo wam pomógł. Przypomnij sobie co ci powiedział, co powiedział Harry'emu.- mówiła tajemniczym głosem. Wyjęła z torebki 10 funtów i położyła pod filiżanką. - Zastanów się, a Stylesowi powiedz, że już za nim tęsknię.- rzuciłam jej mordercze spojrzenie. Zachichotała i wyszła z kawiarni. Siedziałam na swoim miejscu przez następne 10 minut. Cały starałam się zrozumieć. Pomagał mi ze wszystkim, podpowiadał jak oszukać ojca. To przez niego jeszcze bardziej  go znienawidziłam. Czułam się oszukana, zbesztana i zdradzona. Jak mógł nam to zrobić. Zawsze brałam na siebie całą winę, żeby Phill go nie skrzywdził. Miał być naszym przyjacielem, a stał się cuchnącym gnojem. A do tego dochodziła Rose. Wredna szmata, która zawsze musiała brać wszystko co chce. Kiedyś był Zayn teraz Harry, a potem kto? Liam? Nie zdziwiłabym się.  Słyszałam jak krew buzuje w moich żyłach. Wstałam z miejsca i pobiegłam do samochodu. Odpaliłam silnik i ruszyłam. Kierowałam się tylko w jedno miejsce. Do szpitala.
  *        *           *
Dojechałam na miejsce, po pewnym czasie. Weszłam po schodach, kierując się wzdłuż korytarza. Harry'ego tam jednak nie było. Pokój Cher to na pewno to miejsce. Aleee chwila... Co ja mu powiem? Że wzięłam jego telefon i przeczytałam SMS-y? Czy że Rose.. To nie ma sensu. Nie uwierzy mi
Zatrzymałam się natychmiast siadając na plastikowe krzesełko. W mojej głowie panowało tornado, które doprowadziło do jej zawrotów. Poczułam jak całe moje śniadanie podchodzi coraz wyżej, było mi słabo.Gdy poczułam ze powoli zaczyna mi przechodzić, poszłam do auta by moc pojechać do domu i odpocząć. Liam nie mógł się dowiedzieć co się stało, a złe samo poczucie było dobra wymówka

***
2 tygodnie później

Cheryl:
Siedziałam na sofie jak zazwyczaj, oglądając jakiś nudny serial. Po powrocie ze szpitala tak spędzałam mój czas wolny. Kariera modelki legła w gruzach, nie potrafiłabym tego dalej robić. Popijając herbatę, przyciskałam niewielkie guziki na pilocie zmieniając kanały. Ciepły koc okalał moje ciało, dzięki czemu było naprawdę idealnie.
- Cheryl jadę do sklepu, chcesz coś? - po całym pokoju uniósł się głos Harry'ego, który schodził z piętra na dół, podciągając wyżej swoje czarne rurki i poprawiając równie czarną koszulkę. Spojrzałam w jego stronę lekko sie uśmiechając
- Poproszę brzoskwinie- złożyłam swoje zamówienie, po czym wróciłam do poprzedniej czynności
- I jeszcze sok porzeczkowy- dodałam
- Dobrze kochanie, zaraz będę- podszedł do mnie składając delikatny pocałunek na mojej szyi. Nie zareagowałam pozytywnie, denerwował mnie okropnie. Nienawidziłam kiedy ktokolwiek zbliżał się do mnie, nie mężczyzna. Wiedział doskonale, lecz nadal nic go to nie ruszało.
- Zostaw mnie! Kurwa Harry ile razy ja ci mam to powtarzać?! Nienawidzę tego, rozumiesz?! Nie chce cie już widzieć! - dałam upust moim emocjom, przez co wypowiedziałam parę raniących słów, nie obchodziło mnie to jednak. Byłam po prostu zła. Chłopak wyszedł z domu bez słowa lekko przybity. Czy go pragnęłam? Tak, oczywiście, że tak. Nie potrafię, brzydzę się siebie i tego co mnie spotkało, nie potrafię ponownie zaufać, nawet jemu. Patrzyłam bezsensownie w telewizor, gdy zobaczyłam wiadomości. Mówili o wypadku, który miał miejsce tuż koło nas... Tir uderzył w samochód osobowy, czarny land rower. Obaj kierowcy zginęli na miejscu.Spodziewałam się najgorszego. To niemożliwe! Przecież to nie może być Harry, on wyszedł tylko do sklepu, po sok i brzoskwinie. Automatycznie poczucie winy zaczęło brać panowanie nad moimi emocjami. Do oczy napłynęły mi łzy, których nie potrafiłam zatrzymać. Rodzice, problemy, gwałt i teraz on. W dłoniach zaciskałam koc, próbując się opanować. Drzwi wejściowe uchyliły się, wstałam szybko by sprawdzić czy to nie przypadkiem Lucky. Moim oczom ukazał się Harry, po prostu on. Stał uśmiechnięty wpatrując się we mnie. Podbiegłam do niego jak najszybciej potrafiłam, rzucając na szyje.
- Nie rób mi tego więcej! Słyszysz nie możesz! - szlochałam w jego klatkę piersiową, będąc do niej mocno przytulona. Odchyliłam głowę, patrząc mi prosto w oczy. Niespodziewanie złączyłam nasze usta w namiętnym i pełnym uczucia pocałunku.
- Nie rób mi tego, tak bardzo cie kocham, nie mogę stracić. Pogłębiałam nasza namiętność, brakowało mi tego, cholernie. Jego ciepłych, malinowych ust, spojrzenia i dotyku. Przykładając ręce na moje biodra, odsunął mnie kawałek od siebie, patrząc w oczy.
- Będziesz żałowała skarbie. A co powinienem zrozumieć?
- w wiadomościach podali, że był wypadek na drodze tuż koło twojego domu. Myślałam, że ty .. - nie dokończyłam

- Naszego domu Księżniczko - uśmiechnęłam się nieśmiało i poszłam do sypialni, po rzeczy by moc wziąć kąpiel.

HARRY:
Leżałem na łóżku w naszej sypialni, myśląc o dzisiejszym wydarzeniu. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, co miało miejsce pół godziny temu. Nareszcie mogłem poczuć smak jej ust i ciepło jej ciała, bez odrzucenia. Iphone leżący na szafeczce nocnej z mojej strony, zaczął wibrować, co oznaczało przychodzącą wiadomość. Wysunąłem dłoń by moc chwycić telefon. Odblokowałem wyświetlacz, po czym ujrzałem nazwę właściciela wiadomości " Hej Harry. Śpisz? Nie mogę zasnąć. Pamiętasz jak zawsze przy tobie zasypiałam, gdy ty błądziłeś delikatnie po moim ciele? Brakuje mi tego. Tyle razem przeszliśmy. Tęsknię Rose x "
To ona, naprawdę ona. Pamiętam tą miłość. Odeszła i zostawiła mnie. Kochałem ją jak nikogo w swoim życiu, to ona pozbawiła mnie tej umiejętności. Nie chce jej obwiniać, nie mogę. Zamknąłem oczy i przypominałem sobie w myślach jak to było kiedyś. Postanowiłem odpowiedzieć. " Witaj Rose x pamiętam to, pamiętam także jak odeszłaś. Tęskniłem za tobą, dalej tęsknię, ale nie tak samo. Harry xxx"
Wydałem całą treść. Drzwi od łazienki zaczęły się uchylać, wiec blokując telefon i wyciszając jego dźwięk, odłożyłem go z powrotem na szafkę. Moim oczom ukazała się Cher i pięknej, jasnej, satynowej piżamie. Posłałem jej całusa, lecz odwróciła wzrok. Miałem dość tego jak reaguje. Minęło sporo czasu, a wiem ze nigdy bym jej nie skrzywdził. Zeszła na dół, tam gdzie spała po powrocie. Ułożyłem się wygodnie, by moc zasnąć.
- Harry?- usłyszałem głos mojej ukochanej, nikt nie miał tak czystego i aksamitnego głosu. Nie chciałem jednak reagować zbyt nagle
- Co chcesz? - cicho mruknąłem, cały czas nie zmieniając pozycji.
- Mogę spać z tobą, tutaj? - szepnęła niepewnie, coraz bardziej wyciszając głos.
- Jeśli chcesz- małostkowo burknąłem. Dziewczyna delikatnie wślizgnęła się  pod kołdrę, zostawiając jednak miedzy nami dystans. Minęła chwila, ale ja nie spałem. Była zbyt blisko, a ja nie mogłem przytulic jej tak mocno jak chciałem i potrzebowałem.
- Złapiesz mnie na rękę? - spytała po chwili.
- Teraz?!

*12- next i link do ask.fm jeśli chcecie powiedzieć cos bohaterom, nam lub zadać pytanie

niedziela, 28 września 2014

Rozdział 27

             27. Wiadomość 

HARRY: 
  Ktoś delikatnie uderzył mnie w ramię. Podniosłem błyskawicznie głowę i zobaczyłem Bradley'a z Charlie. Uśmiechnąłem się do nich i puściłem Charlotte na swoje miejsce, a sam stanąłem razem z Brad'em kawałek dalej. Siostra Cher delikatnie pogłaskała ją po policzku i zaczęła cichutko płakać. Zdecydowałem, że zostawię je na chwile same, żeby mogła się uspokoić. Widocznie Brad, także zdecydował dać im trochę czasu, ponieważ wyszedł razem ze mną. Usiadłem z powrotem na plastikowe krzesła. Strasznie się o nią martwiłem.
Była taka delikatna, taka bezbronna. Zakryłem twarz rękoma. Mogłem ją bronic, zawsze przy niej być. Moje myśli szalały w mojej głowie jak tornado w środku lata. Nie spodziewanie poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu. Opuściłem ręce na kolana i zobaczyłem, że właścicielem tego czułego gestu jest brat Cheryl. Patrzył na mnie ze współczuciem i politowaniem. Zrozumiałem, że on też cierpiał. 
- Przepraszam- powiedziałem cicho- Za wszystko. Lucky mówiła prawdę. Mogłem ją zostawić, zapomnieć. Nie miałaby problemów. Byłaby bezpieczna.- musiałem się wyżalić, ale nie sądziłem, że jemu. Powiedzmy to jasno, nie przepadaliśmy za sobą, a nawet się pobiliśmy. Ale byłem mu wdzięczny. Tak mały gest, ale znaczył dla mnie wiele. 
- Nie masz mnie za co przepraszać.- odpowiedział- Może Luck mówiła prawdę, ale jestem pewien, że to co przeżyła z tobą zmieniło ją. Była szczęśliwsza i wreszcie zaczęła ufać ludziom, aż do teraz. - tymi słowami podniósł mnie na duchu. Uśmiechnąłem się do niego, a on jeszcze raz poklepał mnie po plecach i wszedł do sali. Byłem zmęczony, ale czułem, że muszę być z nią. Oparłem się o krzesło i zamknąłem oczy. Gdy chciałem już zasnąć zmęczony dzisiejszym dniem ktoś usiadł obok mnie. Uchyliłem powieki i zobaczyłem obok siebie Lucky. 
- A ty nie miałaś być w domu?- spytałem pochylając się do przodu.
- Dzwonili po Liam'a, a ja nie chciałam być sama w domu. Przyjechałam, więc tutaj. - spojrzała na mnie i nie zobaczyłem swojej starej przyjaciółki czy siostry, która zawsze była uśmiechnięta i cieszyła się życiem tylko kobietę, której świat zawalił się na głowę. Objąłem ją ramieniem i mocno przytuliłem. Po paru minutach z pokoju wyszła Charlie. Miała zapłakane, zapuchnięte oczy. Oparła się o ścianę i osunęła się. Nie wiedziałem co zrobić. Na szczęście obok była Lu, która szybko podbiegła do niej usiadła obok i mocno przytuliła. Słyszałem jak coś szepcze do jej ucha. Postanowiłem, że nie będę im przeszkadzać i wszedłem do pokoju Cheryl. 

LUCKY:
  Nie mogłam uwierzyć w to co się stało Cheryl. Czułam, że to moja wina. Przecież od razu mogłam zadzwonić do ojca. Wszystko skończyłoby się  o wiele szybciej. Teraz siedziałam na korytarzu szpitalnym obejmując rozgoryczoną Charlie. Nie dziwiłam się jej. Zareagowałam identycznie, gdy pierwszy raz ją zobaczyłam. Gdy w końcu się uspokoiła poszła do łazienki, a ja postanowiłam zadzwonić do narzeczonego, aby go poinformować gdzie jestem. Sięgnęłam do torebki po telefon. Przeszukałam całą torebkę, ale niestety go nie znalazłam. Pomyślałam, że skorzystam z komórki Harry'ego. Gdy chciałam wejść do sali zauważyłam, że zostawił ją na krześle. Sięgnęła po nią i odblokowałam. Weszłam w rejestr połączeń, bo byłam przekonana, że niedawno do niego dzwonił. Po drodze zauważyłam znajome imię. Rose. Zdziwiłam się, w końcu nie odzywali się do siebie od 4 lat. Z czystej ciekawości wybrałam ikonkę "wiadomości". Od razu pojawiły się SMS-y od naszej starej znajomej. Zdenerwowały mnie te wiadomości. On z nią ewidentnie flirtował. A w tym czasie był w domku z Cheryl. Na moje nieszczęście znałam tą dziewczynę. W starym życiu byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami. Wiedziałam, że czegoś chce od Harry'ego i musiałam się dowiedzieć co. Tym razem zamierzałam interweniować o wiele szybciej. Napisałam krótkiego SMSa do Rose w imieniu Styles. Nie zwlekając ani chwili dłużej odłożyłam telefon i pobiegłam do samochodu.

               *    *    *

Siedziałam w kawiarni na drugim końcu Londynu i czekałam na dawną przyjaciółkę. Gdy o niej myślałam w mojej głowie nasuwało mi się tylko jedno pytanie: Czego ona chce? Przecież po naszej ucieczce kontakt się urwał i... myślałam, że się nie odnowi. Niespodziewanie przede mną usiadła wysoka blondynka o niebieskich oczach. Spojrzała na mnie i szeroko się uśmiechnęła.
- Myślałam, że mam się spotkać z Harrym?- spytała cały czas mnie obserwując. Wiedziałam co przyciąga jej uwagę.
- Powiedzmy, że jest zajęty.- odpowiedziałam z szyderczym uśmiechem.- Przejdźmy do rzeczy. Czego chcesz od Harry'ego? Po co z nim flirtujesz. I nie mów mi, że nagle coś do niego poczułaś. Już raz go zraniłaś i nie pozwolę, aby to się znowu powtórzyło.
- Zapomniałam jak dobrze mnie znasz. Ty zawsze umiałaś szybko przejrzeć ludzi. Skarbie, ja po prostu chce odnowić stare przyjaźnie.- po tych słowach wiedziałam, że już więcej się od niej nie dowiem. 
- Jeśli nie chcesz mi nic powiedzieć to nie traćmy czasu.- powiedziałam wstając z miejsca i kierując się w stronę drzwi. Gdy przechodziłam obok niej złapała mnie za rękę.
- Wiem kto skrzywdził Cheryl.    

* Kochani !! Mamy nadzieję, że rozdział się spodoba. Następny pojawi się , gdy będzie 16kom. Zapraszamy, również na ask.fm!! <3

piątek, 26 września 2014

Rozdział 26

                  26. Jestem sam w swoim bólu      
 *koniecznie przeczytajcie info pod rozdziałem  

* * *

CHERYL:

   Leżałam na łóżku w nieznanym mi pomieszczeniu. Nie rozpoznałam go na początku, lecz po pewnym czasie zorientowałam się, że był to pokój szpitalny. Wydawał mi się tak odległy, dziwny. Inny niż pomieszczenie, w którym znajdowałam się jeszcze wczoraj. Nie wiedziałam, że tak szybko można przyzwyczaić się do innego życia jak i warunków. Jak oni mogli mi to zrobić? Nie mogę dojść do siebie. Nie chcę odtrącać każdego, z powodu ... Nie chciałam nikogo widzieć … Niestety moja nadzieja zatonęła, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyły się, a moim oczom ukazał się chyba Harry. Tak mi się wydaje, że to jego imię.. Nie chciałam pamiętać, kochałam go, ale teraz już nic nie jest ważne. Nie miałam ochoty się z nim widzieć, a tym bardziej rozmawiać.
-Hej księżniczko, jak się czujesz? – zapytał Styles. Nawet nie zareagowałam. W dalszym ciągu leżałam na boku. -Hej -burknęłam prawie niesłyszalnie, niemalże szepcząc. Poczułam ciepły dotyk na swoim ramieniu.  Nie zareagowałam tym razem. Po chwili jednak, jego dłoń wylądowała na moich plecach, kreśląc na nich delikatne kółka.
- Nie dotykaj mnie!- powiedziałam podniesionym tonem, czując jak automatycznie cała jestem spięta. Jednak Harry nie przestawał.
- Nie dotykaj mnie do chole-eery!- wykrzyczałam przez płacz. Moje oczy natychmiast zatonęły we łzach. Przyłożyłam dłonie to twarzy, zaczynając coraz bardziej i bardziej płakać. Czułam się okropnie, nienawidziłam siebie, tego wszystkiego, dochodził tam jeszcze Harry...
- Cheryl opowiedz mi, proszę cię- spokój, aż rozniósł się po całym pomieszczeniu. Miotałam się po całym łóżku, nie mogąc powstrzymać płaczu. Wszystko mnie przerażało. Dalej nic nie powiedziałam. Kochałam go. Martwił się, nie mógł, ale to robił. Po co? Po czasie coś we mnie pękło, poczułam się okropnie...

 HARRY:

   Bałem się. Po prostu się bałem. Nie miałem pojęcia co robić. Jedyne co przyszło mi na myśl to przytulić ją do siebie najmocniej jak tylko potrafię i nie puszczać mimo wszystko. Nie zrobiłem tak. Nic wbrew jej woli, ale ból, z którym musiałem się zmagać, podczas jej płaczu i boleści był nie do opisania.
- Opowiedz. Cheryl muszę wiedzieć kochanie- powtórzyłem wcześniej wypowiedziane słowa, które nieco przekształciłem. Moja Cher podniosła się do pozycji siedzącej, okryła się bardziej kołdrą, po czym zaszlochała kilka razy. Jej dłoń powędrowała do twarzy, którą przetarła, po czym ujęła w obie kończyny twarz, zasłaniając się włosami. Siedziała tak jakiś czas. Wróciła do pozycji leżącej, wpatrując się w sufit, była bardzo skupiona, tak mi się wydawało. Pomyślałem, że to bez sensu, straciłem ją. Powoli zaczynałem się podnosić, z myślą poproszenia do niej lekarza.
- Zgwałcili mnie, oni mnie zgwałcili, ja nie chciałam tego, dlaczego oni to zrobili, oni mnie zgwałcili, tak bardzo się bałam, nie chciałam tego, było ciemno, było zimno, ja nie chciałam- dziewczyna nie przerywała szybko wypowiadanego monologu, zaczynając coraz bardziej płakać, wypowiadając te same słowa i zdania. Trzęsła się, a aparatura zaczęła wariować. Nie potrafiłem przyswoić do siebie tych słów. Ile ona przeszła..przeze mnie? Jak mogłem. Przecież nie chciałem jej skrzywdzić. Lucky miała racje. Nacisnąłem na przycisk wzywający pielęgniarkę. Wszystko działo się tak szybko.
- Spokojnie, nie mów już nic. Jestem z tobą i nie pozwolę cię skrzywdzić nigdy więcej, słyszysz mnie?- pojedyncza łza, która spłynęła po moim policzku spoczęła na ciele kruchej dziewczyny. Trzymałem ją za rękę przykuty do jej łóżka. Liczyła się tylko ona. Głaskałem jej głowę, gdy wciąż powtarzała "zgwałcili mnie, ja się bałam, ja nie chciałam, było ciemno, było zimno, nie dotykaj mnie, zostaw mnie, nie dotykaj!" jej płacz bolał, ranił mnie, ale to nie było istotne. Po czasie dotarła pielęgniarka, która zaraz wyprosiła mnie z sali. Niechętnie wyszedłem, zamykając za sobą drzwi.
- Zasnęła- niepewnie zwróciłem się do Liama, który właśnie masował plecy ukochanej - chyba...-dodałem po chwili, mając nadzieję, że mi uwierzy. Dziewczyna w ogóle nie chciała ze mną rozmawiać, ale końcówka przeraziła mnie. Wiedziałem jedno, tym ludziom, nie ujdzie to na sucho. Przez nich nie mogę jej pomóc, przytulić jej nic. Brakuje mi jej dotyku. Jej brakuje poczucia bezpieczeństwa, poczucia własnej wartości, którą ciężko było zbudować, po śmierci rodziców, czy nie przeszła już wystarczająco dużo?! Odpychała mnie za każdym razem, gdy chciałem ją pocieszyć lub przytulić, nic nie działało. Na szpitalnym korytarzu panował spokój, zupełnie inaczej niż w mojej głowie, gdzie chaos nie potrafił znaleźć ujścia. Ująłem twarz w swoje ręce, siedząc na szpitalnym krześle na korytarzu. Co mogłem zrobić? Zabić ich, ale przecież to nie wróci tego co się stało.

LIAM:
  Kiedy szedłem do szpitala, spotkałem Lucky tuż przy kawiarni, obok szpitala, gdzie leżała Cheryl. Jedno imię nasuwało mi się na język- Louis. Miał się nią zajmować, a tu proszę. Byłem ciekawy gdzie jest i co robi. Te myśli jaki i inne krążyły w mojej głowie, gdy czekaliśmy wraz z Luck przed salą w szpitalu na jakiekolwiek informacje o stanie zdrowia Cheryl. Zerknąłem na moją ukochaną. Była blada, zmęczona i miała zapuchnięte oczy od płaczu. Nie umiałem pocieszyć narzeczonej w żaden sposób, przez co czułem się bezradny. Kochałem Lu tak bardzo, a nie mogłem jej uszczęśliwić. Cały czas czule ją obejmowałem, aż w końcu z pokoju wyszedł Harry. Usiadł obok Lucky na plastikowym krześle, więc bez problemu mogłem wyjść na dwór, aby porozmawiać z Lou. Wstałem, po czym ucałowałem Malik w czoło. Zszedłem po schodach, następnie kierując się prosto korytarzem, było tam niezwykle spokojnie. Wyszedłem na świeże powietrze. Wyjąłem telefon z kieszeni i wykręciłem numer do przyjaciela.
- Cześć Lou? Jest może obok ciebie Lucky?- spytałem znając wiedząc, że nie dowiem się prawdy, gdyż ona była ze mną, jednakże byłem ciekawy co wymyśli.
- Witaj przyjacielu.  Ona jest... w łazience, bo przecież jest w domu ...- powiedział na jednym tchu. Nigdy nie potrafił kłamać, a ja ledwie powstrzymywałem się, aby nie wybuchnąć śmiechem. Po czym zacząłem
- A to ciekawe. Bo właśnie jest razem ze mną w szpitalu przyjacielu- z ogromnym uśmiechem na ustach czekałem co jeszcze wymyśli
- Wydaje ci się na pewno, jest koło mnie. Zajebiste marchewki, wiesz. Wracając do sprawy, jak ci ktoś tak powiedział to są to tylko pomówienia, zero prawdy stary.- zaczął się bronić, lecz bez skutku. 
- Louis czy ty się z marchewką na mózg pozamieniałeś idioto?!- w końcu wybuchłem, ponieważ nie wytrzymałem z nerwów. Miał jej pilnować, a nie wpierdalać zapasy marchwi.
- Poszła na spacer, nic takiego się nie stało. Poza tym to marchewka nie ma mózgu- nie widział nic złego w całej sprawie, ale ja się o nią martwiłem.
- Wiesz, następnym razem pomyśl stary. Czasami zastanawiam się czy istnieje on u ciebie. Narazie. - rozłączyłem rozmowę i włożyłem telefon do kieszeni. Ponownie przemierzyłem korytarz i schody, pojawiając się tuż obok Lucky i Harry'ego. Narzeczona dyskutowała zawzięcie z bokserem. Podszedłem do nich, a wszelki oznaki rozmowy ucichły. Włożyłem płaszcz na ciało Luck i objąłem ją ramieniem.
- Harry, my jedziemy. Lu musi się przespać. Jedziesz z nami? Wrócimy tu jutro
- Nie, nie jadę. Zostanę jeszcze. Dobranoc- zwrócił się do mnie, po czym wygodnie ułożył się na dwóch plastikowych krzesełkach, a ręce podparł za głową.
- Trzymaj się. Przywieźć ci jakieś rzeczy?- zapytałem, chcą pomóc mu jakoś, wiedziałem, że bardzo się martwi.
- Nie trzeba. Cześć - zakończył konwersację, a my ruszyliśmy w drogę do domu. Nie mogłem doczekać się Lucky leżącej w moich objęciach, uroczo zasypiającej, jak nie winny aniołek...
HARRY:

 Siedziałem rozłożony na dwóch szpitalnych krzesłach, czekając aż pielęgniarka pozwoli mi zobaczyć Cher. Powoli zaczynałem oddawać się krainie snu. Wtem drzwi od jej pokoju uchyliły się, a zza nich wyszła pielęgniarka.
- Pan Harry?- zapytała, trzymając w ręku teczkę z zapisanymi na niej kartkami.
- Tak, tak to ja. Co z Cher?- pytałem dziewczynę, po czym stałem. Znajdowałem się tuż przed kobietą, czekając na odpowiedź.
- Jej stan jest stabilny. Nic więcej nie mogę powiedzieć. Może ją pan odwiedzić, ale proszę nie długo- jak to nie mogła mi nic więcej powiedzieć?! Kurwa dlaczego nie mogła?! Nie chciałem robić awantury, tylko móc być przy niej tu i teraz, na zawsze. Szepnąłem ciche dziękuje i wszedłem do sali. Leżała. Spała. Aparatura, do której była podłączona pracowała jak należy. Podszedłem do ciała dziewczyny, które spoczywało na szpitalnym łóżku. Usiadłem na krzesło tuż obok modelki. Ująłem jej dłoń. którą kilka razy musnąłem. Podniosłem się i złożyłem delikatny pocałunek na policzku Edwards. Brakowało mi tego. Jej ciała, jej dotyku, jej osoby. Wpatrywałem się w nią, jak w obrazek. Musiałem zachować ciszę, by nie zbudziła się i nie zabrała swojej dłoni. Położyłem głowę na łóżku, lekko ocierając o jej biodro. Oddałem się w krainę Morfeusza... i wtedy coś przeszkodziło!

 KOCHANI!
 Meeega dzięki za te 15 kom <3 Potraficieee :) więc tak jak obiecałyśmy w weekend pojawi się także kolejny rozdział, może jutro może w niedziele :*
A teraz kilka informacji :
1. Jesteście kochani, niesamowici i wszystko wszystko <3
2. Prosimy, abyście prośby o kolejny rozdział pisali na ask.fm w pytaniach, gdzie również możecie zapytać się, kiedy on będzie< odpowiedź zostanie udzielona baardzo baardzo szybko>
3. Jakiekolwiek wątpliwości, niejasności również zachęcamy pisać na ask.fm
4. Jeżeli macie pytanka do bohaterów, lub chcecie im coś przekazać, pouczyć czy pomęczyć Hazzę, jak to się najczęściej zdarza :D także na http://ask.fm/TimeIsaSecret
SERDECZNIE ZACHĘCAMY DO KORZYSTANIA Z NIEGO <3
wystarczy wpisać w miejsce kropek (...) imię bohatera np (Harry), abyśmy wiedziały do kogo kierowane jest pytanie lub stwierdzenie :)
Jeżeli pytanie kierujecie do nas< autorek> po prostu napiszcie to co chcecie <3
Jeszcze raz wieeeeelkie dzięki nasi najukochańsi za komentarze :*
może powiększymy się jeszcze?
Ile komentarzy dacie radę napisać, więcej niż 15? Zobaczymy <3

jeżeli pojawiły się błędy to serdecznie przepraszamy

niedziela, 21 września 2014

Rozdział 25

                                25. Strach czy szczęście...

LUCKY: 
  Telefon spoczywał głęboko w kieszeni moich spodni. Byłam poddenerwowana. Mój ojciec był nieprzewidywalny, nikt nie miał pojęcia co w danej chwili wymyśli. Wyszłam z domu, nie tracąc ani chwili dłużej.Miałam szczęście, ponieważ Louis po zakończonej marchewkowej uczcie zasnął. Czułam się tego dnia wyjątkowo źle. To nie nieuniknione, aby on nie zauważył, że jestem w ciąży. Pogładziłam delikatnie coraz większy brzuch i uśmiechnęłam się pod nosem. Szłam przed siebie, kierując się do kawiarni, gdzie miała spotkać się z ojcem. Powoli zbliżałam się do wyznaczonego miejsca. Przemierzałam uliczki, rozglądając się wokoło, w dalszym ciągu gładziłam "mieszkanie mojego maleństwa". Dotarłam na miejsce, po czym dosiadłam się do mężczyzny w garniturze, z którym niestety byłam spokrewniona. Phill spojrzał na mnie, a później na mój brzuch. Otworzył szeroko oczy, lecz ja tylko chłodno się uśmiechnęłam. 
- No, więc po co przyszłaś. Chyba nie stęskniłaś się za ojcem.- zaczął. Wiedział po co przyszłam, a tym zdaniem zepsuł mi humor do końca. 
- Dokładnie wiesz, dlaczego przyszłam. Po co ją porwałeś? Co ci to da?- zalewałam go pytaniami, a wściekłość narastała z każdą wypowiedzianą przeze mnie sylabą.
- Ale ty już wiesz. Widzę to w twoich oczach. Chodzi mi o serce.- miał rację. Doskonale wiedziałam czego tak bardzo pragnie. Akurat tak się składało, że ta rzecz jest w mojej torebce. Na tą myśl delikatnie przygniotłam torebkę.
- Ona go nie ma. Zresztą nie odda ci go. Ale możemy pójść na kompromis- spojrzałam na niego i widziałam, że zainteresowałam go.
- Mów dalej.
- Oddaj mi ją. Pojechali tam Liam, Harry i cała reszta. Niech nie stanie się im krzywda. Nie pokaże naszyjnika nikomu. Zniszczę go.- mówiłam szeptem, aby nikt nas nie usłyszał.
-Jeśli tego nie zrobisz to telefon, jeden telefon może zmienić wszystko - odpowiedział cały czas patrząc na mnie swoim podłym uśmieszkiem.
- Skąd mam mieć pewność? -zapytałam przedłużając każdą literę.
- Zaufaj mi moja droga. Ale jest warunek, musisz dla mnie coś zrobić ...
- Co takiego?- spytałam podejrzliwie patrząc mu w oczy.
HARRY:
  Jechałem bardzo szybko. Chciałem móc w końcu mieć Cheryl przy sobie. Prędkość zwiększała się coraz bardziej i bardziej. Za plecami słyszałem rozmowę Zayn’a, Niall’a ,Liam’a i Brad’a. Nie potrafiłem się na niczym skupić. Dodawałem więcej gazu, pragnąc być już na miejscu i zrobić to, co uważam za słuszne.
- Harry, nie przesadzaj. Jedziesz już 120 to zbyt dużo- w tle rozległ się głos Liam’a. Zacisnąłem  dłonie na kierownicy, nie mogąc opanować złości…ale czy to faktycznie była złość? Nie wiedziałem co czułem. Postanowiłem nie zwracać uwagi na ostrzeżenia przyjaciela. Pędziłem ulicami Londynu, kierując się do odległego o 2 godziny domku w lesie. Pamiętałem tamto miejsce. Jedna myśl, która na okrągło krążyła w mojej głowie to świadomość, że nic jej nie będzie. Plan, który sobie wyobrażałem miał być idealny, przyjadę, zabiorę ją i odjedziemy. Jednakże scenariusz szykował się o wiele inny. Nie ufałem Chrisowi. Miał w sobie coś, co mnie odrzucało. Spojrzałem na zegarek, z którego wynikało, że jedziemy już dobre półtorej godziny jak nie więcej. Zwolniłem i wyłączyłem długie światła, tym samym wjeżdżając w boczą uliczkę. Droga prowadziła w głąb lasu. Byłem przekonany, że nie długo wszystko się ułoży. Odnajdę ją i będzie nareszcie dobrze… A co jeśli nie nie będzie jej tam? A jeśli nie ma jej już nigdzie? Odeszła … Po moim poliku spłynęła pojedyncza łza, którą szybko przetarłem ręką. Zaparkowałem na polanie, ukrywając pojazd w zaroślach.
- Poczekajcie tu. Dam wam znać i wtedy podjedziecie pod dom.- oznajmiłem chłopakom, co mają robić. Nie potrzebowałem pomocy.
- Zwariowałeś? Przecież jest tam cała obstawa, nawet ty nie dasz im rady.- wtrącił się Liam, kiedy miałem opuścić samochód. Wzruszyłem ramionami, po czym otworzyłem drzwi, wychodząc ze środka.
- Harry, tam jest moja siostra. Chcesz czy nie chcesz, ale ja też idę. – powiedział Bradley, a ja znowu wzruszyłem ramionami. Liam wraz z Zayn’em zostali w aucie. Szedłem przed siebie, a tuż za mną brat Cher. Po kilku minutach ujrzałem nie za dużą chatę, która była słabo oświetlona. Na zewnątrz nie było nikogo. Rolety były zaciągnięte w dół. Podszedłem tuż do drzwi. Przywarłem plecami do ściany i obróciłem głowę w lewą stronę, tak bym mógł usłyszeć rozmowę.
„ –Czwórka
- Trzy czwórki, ale możesz mnie sprawdzić
- Nie widzę takiej potrzeby, haha. Dwie piątki.
- Nie mam kart! Wygrałem! Grajcie panowie, a ja idę zobaczyć co słychać i naszej małej dziewczynki, hahaha”
Czułem jak wzrasta we mnie złość, przez co moje dłonie zacisnęły się w pięści. Obróciłem głowę w przeciwną stronę, chcąc zobaczyć co robi Bradley. Niestety zamiast niego zobaczyłem Nialla, Liama wraz z Bradem. Wywnioskowałem, że Zayn został w samochodzie. Kiwnąłem głową, aby dać im znak, że wchodzimy . Jednym zwinnym ruchem, kopnąłem drzwi, które z hukiem otworzyły się, trzaskając o wewnętrzną ścianę. Niall z Liamem wbiegli do środka od razu obezwładniając pierwszych napotkanych mężczyzn. Po chwili także ja tam byłem. Od razu kierowałem się do piwnic. Jednak droga nie była prosta. Biegłem przed siebie, następnie po schodach w dół. Obróciłem się chwilowo, aby zobaczyć czy Brad jest za mną.
- Kurwa! – krzyknąłem, gdy poczułem czyjąś pięść na swojej twarzy. Przyłożyłem do niej dłoń, ujrzałem krew, ale nie to było teraz ważne. Uderzyłem przeciwnika w twarz, tak jak wcześniej on zrobił to mi. Upadł na ziemię. Podszedłem bliżej, byłem okropnie zdenerwowany na tego skurwiela. Zacząłem okładać go pięściami, będąc nad nim.Zadałem jeszcze parę ciosów. Moje dłonie były całe w jego krwi. Chciałem go rozszarpać na miejscu. Kopnąłem brutalnie jego prawie bezwładne ciało. Obawiałem się jednego, że Cheryl ... Styles, ona tu jest ogarnij się do cholery! Po chwili moja pięść ponownie wylądowała na jego brzuchu, a nogi mocno skopały twarz. Mężczyzna leżał na ziemi, zwijając się z bólu. Szedłem dalej, gdy usłyszałem strzał! Natychmiast przyspieszyłem, nawet się nie odwracając. Ostatnie schody, poprowadziły mnie do pomieszczenia, którego drzwi były zamknięte. Nie zwracając na nic uwagi, otworzyłem je…. I ujrzałem ją… siedziała skulona w kącie, na jakiejś szmacie. Była naga. Jej poranione i posiniaczone ciało przyprawiło mnie o dreszcze i poczucie winy. W kilka dni ze zdrowej kobiety została, wychudzona i skrzywdzona dziewczynka. Podszedłem bliżej z nadzieją, że spojrzy na mnie, lecz tak się nie stało.
- Cheryl … - powiedziałem łagodnie, ale mój głos nie zabrzmiał tak jak tego chciałem. Podbiegłem do niej, po czym przykucnąłem. Uniosłem w górę jej głowę. Moim oczom ukazała się blizna i posiniaczone policzki. Z oczu spływały łzy.
- Cheryl, księżniczko to ja- ponownie zwróciłem się do dziewczyny. Przyłożyłem dłoń do jej twarzy, delikatnie gładząc ją, ale ona zaraz wyrwała się z mojego dotyku. Reakcja modelki zdziwiła mnie. Skuliła swoje maleńkie ciałko bardziej, po czym przysunęła się bliżej ściany. W pomieszczeniu było bardzo zimno. Zdjąłem swoją skórzaną kurtkę i okryłem ją,próbując podnieść z ziemi.Na próżno. Odepchnęła mnie wraz z kurtką, którą wyrzuciła w przeciwną stronę.
- To ja Harry- zwróciłem się do niej. Byłem zdezorientowany.  Nie wyglądała na zadowoloną. Nie okazywała żadnych emocji, prócz jego gestu, który wykonała. Wiedziałem, że zaraz możemy mieć większe kłopoty. Wbrew woli dziewczyny, wziąłem ją na ręce i okryłem tą cholerną kurtką. Mocno zacisnąłem dłonie, abym jej nie upuścił. Szarpała się, kopała mnie, płakała, wyrywała. Bolał mnie każdy jej ruch, bo nie dawno wszystko było dobrze. Każdy dzień rozpoczynał się pocałunkiem. Było cudownie, właśnie...było. Wyniosłem ją z pomieszczenia. Znajdowaliśmy się na korytarzu.
- Puść mnie! Zostaw! Nienawidzę was!- wykrzykiwała, próbując coś wskórać. Na marne. Jej słowa raniły, ale najważniejsze było dla mnie bezpieczeństwo Cher, więc puszczałem obelgi mimo uszu. W piwnicy po drodze zauważyłem boczne wyjście, którym od razu się udałem. Tuliłem Edwards do siebie, próbując ogrzać ją chociaż trochę, lecz ona na to nie pozwalała. Dalej szarpała się, więc pogłębiłem swój uścisk bardziej. Czułem mocny ból w przedramieniu, ale to nie było teraz ważne. Biegłem zaroślami z modelką na rękach, gdy dotarłem do auta. Na tylnych siedzeniach posadziłem Cheryl i zapiąłem jej pasy, zakładając jej moją kurtkę i zamykając drzwi, tak by nie mogła się wydostać. Z bagażnika wyjąłem koc, którym została okryta. Miała spuszczoną głowę i płakała.  Usiadłem tuż obok niej, wcześniej zawiadamiając sms-em chłopaków, że jesteśmy w samochodzie. Podałem jej wody, ale odepchnęła moją rękę.Spojrzałem na jej nadgarstki, na których spoczywała zaschnięta krew. Co oni z nią zrobili?! Jak mogłem do tego dopuścić?! Myśli plączące się w mojej głowie, tym razem nie dawały upustu emocjom. Nagle poczułem pieczenie w przedramieniu ponownie, lecz kolejny raz nie było to dla mnie zbyt ważne. Chciałem dowiedzieć się co oni jej zrobili, ale nie miałem pewności, czy ona cokolwiek pamięta, wie... 

- Skarbie pamiętasz mnie? - zadałem pytanie wpatrując się w maleńką sylwetkę, skuloną w tyle samochodu, łkającą z nie wiadomego dla mnie powodu. 


Kochani kolejny rozdział :)! 
podoba wam się? Tym razem komentarze pojawiły się szybciej o wiele <3 dziękujemyyy!! 
stawiamy wam wyzwanie, które pewnie my wygramy, ale możemy sprawdzić...więc jeżeli pojawi się tu 15 lub więcej komentarzy, to w weekend wstawimy dwa lub trzy rozdziały :D co wy na to? 
Zapraszamy także na ask.fm by móc zadać pytania bohaterom lub autorką 
Kochamy was!! 
15 lub więcej = next 

poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 24

           24.Prawda

HARRY:
  Wsiadłem do samochodu i odpaliłem. Ruszyłem znanymi mi uliczkami. Byłem zdenerwowany, rozgoryczony, nie mogłem skupić myśli. Cały czas myślałem o mojej biednej, małej Cheryl. Chciałem ją przytulic, pocałować i powiedzieć, że jest dla mnie najważniejsza. Bałem się myśleć co mogą jej właśnie robić. Znam tych ludzi i wiem, że są nieprzewidywalni. Usłyszałem dźwięk komórki. To był Zayn, który napisał, że mamy się spotkać w Hyde Park. Gdy dotarłem na miejsce, zaparkowałem samochód po przeciwnej stronie ulicy. Wyszedłem i zatrzasnąłem za sobą drzwi. Przyjaciel czekał na mnie przy wejściu do parku. Podszedłem do niego i bez zbędnych ceregieli poszliśmy na miejsce spotkania. On już na nas czekał. Był mocno zbudowany, o ostrych rysach twarzy. Jego blond włosy sięgały ramion, lecz nawet one nie zasłoniły bardzo dobrze znanego mi tatuażu. Miałem obawy czy nam pomoże nie wydając naszych zamiarów swojemu szefowi. Zayn kazał mi mu zaufać, ale ja nie byłem przekonany. Nie znałem go. Podeszliśmy do mężczyzny. Uścisnąłem jego rękę i odsunąłem się kawałek cały czas mając go na oku. Kiedy Malik również przywitał się z kolegą przedstawił nas.
- To jest Chris. Mój dobry kumpel. Posłuchaj- zwrócił się do znajomego.- mamy problem i wiem, że możesz nam pomóc.
- Zobaczymy- odpowiedział głębokim basem.- Ale nic za darmo.- uśmiechnął się sucho i wyciągnął rękę. Podałem mu kopertę wypełnioną sporą ilością gotówki.
- Wystarczy?- spytałem chowając dłoń z powrotem do kieszeni.
- Oczywiście.- schował pieniądze i spojrzał na nas wyczekująco.- Słucham,
- Parę godzin temu porwaliście dziewczynę.- ku mojemu zdziwieniu zaczął Zayn. Spojrzałem na niego i zrozumiałem, że on ją zna od paru lat, martwi się o nią. W jego głosie można było usłyszeć nie pewność. Szczerze, nie dziwiłem się mu. W końcu przez całą tą sytuację musiał wrócić do przeszłości, która nie była łatwa dla nas wszystkich.
- Racja. Ładna laska.- powiedział ze szelmowskim uśmiechem. Powoli zaczynałem się denerwować. Co za pierdolony szmaciaż. Dopadała mnie furia. Moja maleńka Cher, zaraz tabun nieposkromionych myśli zaczął krążyć w mojej głowie. Moje ręce zacisnęły się w pięści, oddech stał się płytki. Zayn zerknął na mnie i kiwnął głową, abym się uspokoił.
- Gdzie ona jest i dlaczego ją porwaliście?- zapytał, a ja zrozumiałem, że mam się nie odzywać.
- To długa historia.- stwierdził Chris opierając się o latarnię. Cały czas nie schodził mu ten uśmiech z twarzy.
- Mamy czas.- warknąłem w jego stronę. Nie mogłem go znieść. Martwiliśmy się o dziewczynę , która jest dla nas ważna, a on najwidoczniej dobrze się bawił. Moje myśli cały czas krążyły wokół Cheryl. Wyobrażałem sobie co mogą z nią robić. Wiedziałem, że ona tego nie przetrwa, byłą zbyt krucha.
- Dobrze. Pewnie wiecie, że jej ojciec pracował dla Philla.- zaczął, a ja nie mogłem się powstrzymać żeby mu nie przerwać.
- A co to ma za związek ze sprawą.- zerknąłem na towarzysza, a on spiorunował mnie wzrokiem.
- Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć nie przerywaj mi bardzo proszę, bo strasznie tego nie lubię. A więc, ojciec Cheryl był najlepszym informatykiem i miał dostęp do wszystkich dokumentów. Pewnego dnia zobaczył coś czego nie powinien. W pliku był spis osób, które naraziły się Phillowi. Nie wiem czy wiecie, ale od pewnego czasu kombinował coś. Teraz wiemy, że to przez niego było tyle nalotów przez policję, pomagał też uciekać prostytutką, ale również przeszukiwał komputery i wstrzymywał transakcje narkotykowe. Kontynuując na tej liście znalazło się jego nazwisko. Wymyślił, że jeśli skradnie wszystkie pliki, będzie miał tak zwaną kartę przetargową, czyli zacznie go szantażować, żeby jego rodzina była bezpieczna. Zgrał pliki na czip i włożył do medalionu w kształcie serca, który dał najstarszej córce. To co tam było skazało by nas wszystkich na dożywocie. Niestety Phill był sprytniejszy. Znalazł go w jakimś opustoszałym domku w lesie. Zabił jego żonę no i go samego. Dzieci uciekły, a w raz z nimi naszyjnik. Można by powiedzieć, że w magiczny sposób wymazały o sobie wszelkie ślady. Najwidoczniej znalazł swoją córkę i dzięki niej dotarł do Cheryl. Obserwował je, żeby się upewnić czy nadal ma ten naszyjnik. Ostrzegam. Nie możecie mu go oddać. Zabije was, i nikt wam nie pomoże. Trafiliście na złego gościa, a ja nie wiem gdzie on jest, bo stracił do mnie zaufanie po tym jak powiedziałem Lucky gdzie mieszka.- na te słowa moje oczy zrobiły się dwa rozmiary większe. Czyli wiedziała gdzie on jest i pewnie teraz też wie. Zakłamana suka.
- To nie prawda. - zaczął ją bronić, choć sam znał prawdę.
- Ależ ja mówię prawdę. Luck śledziła go od tego incydentu z kamieniem.- odwrócił się do nas tyłem i odszedł pozostawiając po sobie tylko waniliowy zapach. Zerknąłem w stronę Zayna. Jego mina mówiła jedno. Musimy porozmawiać z Lucky.

LUCKY:
  Obudziłam się z krzykiem na ustach. Cały mój sen był tylko i wyłącznie o Cher. Miałam ją chronić. Poczułam czyjś uścisk wokół swojego ciała. To był Liam, który czule głaskał mnie po głowie mrucząc coś do ucha. Czułam się masakrycznie. Bolała mnie głowa, a wyrzuty sumienia nie dawały mi racjonalnie myśleć. Zaczęłam głośno płakać nie mogąc się uspokoić. Moja kochana, biedna Cheryl. Cholernie za nią tęskniłam. Cały czas miałam w pamięci jej roześmianą buzię, iskrzące się oczy. Była moją najlepszą przyjaciółką. Wtuliłam głowę w ramię narzeczonego. Dlaczego te wszystkie złe rzeczy musiały spotkać akurat mnie. Co ja takiego zrobiłam. Życie jest niesprawiedliwe. Chciałabym mieć normalne dzieciństwo, normalną rodzinę. Na szczęście miałam Liam'a, który był ze mną zawsze, choć nie wiem czy będzie tak dalej przez te wszystkie moje kłamstwa. Na samą myśl o tym jeszcze bardziej zaczęłam płakać. Poczułam jak mięśnie ukochanego spinają się. Głaskał moje włosy, plecy, ramiona. Powoli zaczęłam się uspokajać, a oddech unormował się.  Oderwałam głowę od torsu chłopaka i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechnął się do mnie i namiętnie pocałował. Usłyszałąm pukanie do drzwi sypialni. Przerwałam nasz pocałunek wtulając się ponownie w klatkę piersiową Liam'a.
- Proszę- krzyknęłam cały czas słabym głosem. Do sypialni wszedł Harry, a zaraz za nim Zayn. Ich miny zdradzały, że już wszystko wiedzą.
- Możemy pogadać w salonie?- spytał Styles przeszywając mnie wzrokiem. Podniosłam się z łóżka cały czas trzymając rękę fotografa. Gdy chcieliśmy wyjść z sypialni, zaczął dzwonić telefon. Narzeczony odebrał telefon, pokazując mi ręką, abym poszła i nie czekała na niego. Weszłam do salonu i usiadłam na najbliższym fotelu. Na miłą rozmowę się nie zanosiło.
- Okłamałaś mnie.- oznajmił Harry. Po jego głosie można było sądzić, że jest o krok, aby nie wybuchnąć gniewem.
- Kto wam powiedział?- spytałam nie próbując się nawet bronić.
- Chris.- odpowiedział mi Zayn nawet na mnie nie zerkając. Odkąd dowiedział się o ciąży nasze relacje są dość chłodne.
- Harry, ja naprawdę cię przepraszam, ale zrozum. Martwię się o ciebie, więc nie powiem gdzie on jest.- powiedziałam łamiącym się głosem. Czy to tak trudno zrozumieć, że troszczę się o ludzi, których kocham.
- Jak ty mi nie powiesz, ktoś inny to zrobi - oznajmił wstając z kanapy i podchodząc do okna.
- Nikt ci nie powie. Wiedzą tylko dwie osoby i uwierz, one na pewno ci nie powiedzą.- odpowiedziałam zerkając w stronę chłopaka.
- Jeśli nie, ja powiem Liam'owi całą prawdę.- nie mogłam uwierzyć w to co mówi. Spojrzałam na niego z przerażeniem, ale jego twarz wyrażała tylko ból.
- Nie zrobisz tego.
- Założysz się? Posłuchaj- podszedł do mnie gwałtownym krokiem i położył ręce na oparcie fotela, uniemożliwiając mi ucieczkę. Zerknęłam na brata , ale on tylko spoglądał przez okno. - Kocham ją. Jeśli coś się jej stanie nie wybaczę sobie tego. Jest dla mnie wszystkim. Teraz rozumiem co ty czujesz do Liam'a i wiem po co jest miłość-nie mogłam uwierzyć, że chłopak, który nie rozumiał co to uczucie, który nie potrzebował nikogo bliskiego, teraz mi mówi, że się zakochał. Trafił w mój czuły punkt.
- Pamiętasz ten las , do którego jeździliśmy jako dzieci?- spytałam odwracając wzrok od twarzy boksera, który nie zmienił pozycji. Kiwnął głową.
- Przy wjeździe do lasu trzeba skręcić w prawo i jakieś 2 kilometry dalej powinien być jego dom. - wyrzuciłam z siebie opierając głowę o oparcie. Harry zabrał ręce i zaczął kierować się do drzwi, gdy Zayn złapał go za ramię i odciągnął kawałek w tył. Chłopak spojrzał zdziwiony na swojego przyjaciela.
- Nawet jak wiesz gdzie to jest to co zrobisz sam? Musimy zwołać chłopaków. - słyszałam każde słowo, ale nie dochodziło do mnie co naprawdę planują. Jak oni chcą to zrobić? Przecież go ochrania około 100 osób. Usłyszałam jak ktoś zamyka drzwi na górze i schodzi po schodach. Liam najwyraźniej skończył rozmowę i postanowił do nas dołączyć. Podszedł do mnie i objął od tyłu. 
- Wiemy gdzie jest Cher. Idziesz?- bez wstępów zapytał Harry łapiąc za klamkę. Zayn gdzieś zniknął, na pewno poszedł obdzwaniać resztę kumpli. Rzuciłem mordercze spojrzenie w stronę boksera, a on je zignorował.
- Nie mogę zostawić jej samej.- odpowiedział wskazując na mnie.
- Louis z nią zostanie.- jak mogli rozmawiać, tak jakby mnie nie było. Wstałam z fotela tym samym zrzucają ręce ukochanego. 
- Nie, nie możesz tam jechać. Jeśli coś ci się stanie...- nie dokończyłam, bo pocałował mnie czule.
- Spokojnie. Muszę to zrobić.- powiedział odchodząc ode mnie.- Uważaj na siebie. Kocham cię.
- Ja ciebie też.- odpowiedziałam siadając tym razem na kanapę. Ding-dong. Dzwonek do drzwi zabrzmiał w całym mieszkaniu. Do pomieszczenia weszli Lou, Niall i Bradley. Zaczęli omawiać plany, a ja zrezygnowana poszłam do kuchni, aby napić się soku. Gdy z niej wyszłam w salonie zastałam tylko Louisa, który zdążył się rozgościć. Machnęłam mu ręką dając znak, że idę do łazienki, lecz go to nie interesowało, bo już zajął się oczyszczaniem lodówki z zapasów marchewki. Weszłam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer. Po trzech sygnałach odezwał się jakże znajomy i znienawidzony głos. 
- Halo?
- Musimy pogadać, ale to nie jest rozmowa na telefon.
- Czekam w mojej ulubionej kawiarni. 
- Będę za pół godziny- odpowiedziałam chowając komórkę do kieszeni


Kochani kolejny rozdział pojawił się później z powodu liczby komentarzy, która niestety przychodziła bardzo wolno, ale cóż jest kolejny, więc proszę bardzo  :)
12kom=next